Dzisiaj jest Klub Obywatelski / Strona Główna

 


 

W KIERUNKU NOWOCZESNEGO LIBERALIZMU

TOWARDS MODERN LIBERALISM

 


 Civic Club Foundation

Alliance of Liberals and Democrats for Europe

   ALDE

 Friedrich Naumann Foundation

 


 

 

     IDEA LIBERALNA - WOLNOŚĆ I SOLIDARNOŚĆ

Moderator Andrzej Olechowski: Bardzo miło mi jest przywitać uczestników paneli - osoby wybitne i niewymagające jakiegokolwiek przedstawienia, jak również przywitać państwa i ucieszyć się, że tematem dzisiejszej dyskusji jest sprawa idei liberalnej. Tytuł panelu to: „Idea liberalna – wolność i solidarność”. Jest charakterystyczne, że pan przewodniczący zapowiadając ten panel powiedział wolność a solidarność. Żeby idea liberalna była całkowicie przedstawiona wymaga tych członów, bądź (tak jak wiele osób woli) wolność i odpowiedzialność. To jest zresztą bardzo ciekawe, kiedy państwo słyszą, że Zbigniew Krasnodębski dostrzega, że np. polscy liberałowie nie mówią nic nowego chcąc, aby rynek zastąpił wspólnotę, lub bracia Kaczyńscy przeciwstawiając liberalizm solidarności. Powtarzają przekonania i argumenty, które wielokrotnie przed nimi formułowali antyliberałowie najrozmaitszej maści. Ludwik von Misses opowiada jak pewien badacz chciał w 1951 roku kupić egzemplarz jego książki „Liberalismus” w pewnej firmie wydawnicze. Na jego list firma odpowiedziała, że żadne egzemplarze nie są już dostępne i dodała: „Nakazem władz wszystkie egzemplarze tej książki musiały zostać zniszczone.” Z listu nie wynikało czy były to władze hitlerowskie czy komunistyczne. Nie tak dawno, dosłownie kilka miesięcy temu, prezydent Francji Jacques Chirac stwierdził, że liberalizm jest ideologią równie szkodliwą jak komunizm. I tak samo jak komunizm skończy rozbiciem się o mur. Polemika z tymi poglądami, tak bardzo już omszałymi, tak regularnie powtarzanymi, niemal rytualnymi, jest zatem dla liberała nużąca i przygnębiająca. Jak pisze we wczorajszej „Rzeczpospolitej” Zbigniew Mencel: „Straszna to rzecz być przymuszanym wciąż od nowa do zajmowania stanowiska w sporach, które ogłupiają, pomniejszają i dyskwalifikują niestrudzenie”. Jest tez pogląd Francisa Fukuyamy, liberała który uważa, że historia rozumiana jako rozwój społeczeństw dzięki rozmaitym formom rządów osiągnęła szczyt w postaci współczesnej liberalnej demokracji i rynkowego kapitalizmu i że lepiej niż liberalna demokracja już nie będzie. Kropka. Koniec historii. Szkoda czasu i atłasu na spory z ludźmi, którzy tej nieuniknionej przyszłości jeszcze nie dostrzegli. Niestety w polskiej rzeczywistości ta przyszłość nie jest tak oczywista, nie jest tak niejednoznacznie nieunikniona. Niestety debata z antyliberałami to nie nudny, jałowy spór, potyczka bez konsekwencji. Niestety stawką tej debaty jest prawdziwe życie, model państwa i dobrobyt obywateli. Musimy więc do niej podejść z powagą. Gdy pojawiło się hasło: „Czwarta Rzeczpospolita” poważnie się zaniepokoiłem. O co chodzi – pytałem. Trzecia Rzeczpospolita jest liberalną demokracją. Skoro zatem mamy zmienić numerację, który z tych członów ulegnie zmianie. Byłem uspokajany, że sprawa nie jest tak poważna, że środowisko antyliberalne aż tak ambitne nie jest. Obawiam się, że jest. Wątpiących odsyłam zwłaszcza do inauguracyjnego orędzia Lecha Kaczyńskiego. Przemówienia starannie przygotowanego i zobowiązującego, bo przecież najważniejszego wystąpienia w dotychczasowym życiu politycznym. Prezydent nie wspomina w tym wystąpieniu o obywatelach, natomiast o urzędnikach państwa mówi jako o tych, którzy dzierżą władzę. Zapowiada likwidację sfer wyjętych ze społecznej kontroli, a jako główny cel wspólnego wysiłku wskazuje nie dobrobyt Polaków, ale Polskę bezpieczną, rozwijającą się, rozwiązującą problemy społeczne, odnoszącą sukcesy, osadzoną w tradycji i jednocześnie nowoczesną. W tym przemówieniu jest dużo więcej Hegla niż obecnej konstytucji. Uważam, że Polscy antyliberałowie podjęli próbę zakwestionowania i zmiany paradygmatu liberalnej demokracji. Próba ta jest poważna i nie pozbawiona szans na sukces. To wyzwanie trzeba podjąć poważnie i z determinacją. Moje pierwsze pytanie do uczestników panelu jest więc następujące: czy liberalna demokracja jest w Polsce zagrożona? Jeśli tak, jak powinniśmy jej bronić? Po drugie: a co jeśli antyliberałowie mają rację? Może jest rzeczywiście tak, że w Polsce jest zbyt dużo wolności, a zbyt mało solidarności? Może z tej wolności korzystają tylko nieliczni, lepiej uprzywilejowani uczestnicy układu? Może większość chętnie by swemu suwerenowi – państwu – zwróciła wolność w zamian za inne dobro? Może jest tak jak pisze publicysta zgadujący intencje braci Kaczyńskich, że dalsza modernizacja Polski, kolejne zastrzyki wolności, przyniosą: „doświadczonemu komunizmem krajowi utratę resztek wspólnoty i w efekcie dalszą patologizację życia społecznego”? Może zatem nowa umowa społeczna ograniczająca wolność byłaby lepszą podstawą niż liberalna demokracja dla powodzenia Polaków i Polski, dla naszej pozycji w świecie? To są poważne pytania, na które trzeba znać prawdziwe odpowiedzi. W moim obszarze życia społecznego, w gospodarce, wyraźnie dostrzegam niedostatek wolności i nadmiar obowiązkowej solidarności. Pracodawcy i pracobiorcy są ograniczeni przepisami krępującymi ich kreatywność i wydajność. Co trzecia wypracowana złotówka jest zabierana przez państwo w postaci podatku. Owszem, brakuje pomysłowości, kompetencji i umiejętnego wykorzystania tych pieniędzy, ale na pewno nie dyscypliny obywateli lub ich dodatkowych danin. Ale jest to wąskie spojrzenie ekonomisty i tylko na jeden obszar życia społecznego. Stąd moje drugie pytanie do uczestników panelu: czy są w Polsce dziedziny, w których dla dobra wspólnego należałoby ograniczyć wolność obywateli, ściągnąć cugle i/lub zwiększyć świadczenia na rzecz innych obywateli? Jak sądzę takie dwa pytania powinny nam wystarczyć by rozwinąć dyskusję.

Jerzy Szacki: Debata o liberalizmie w Polsce jest bardzo trudna z tego przede wszystkim powodu, że od lat kilkunastu słowo liberalizm stało się słowem nieprzyzwoitym. Jest epitetem obelgą, wyzwiskiem, a nie nazwą określonego stanowiska. Co gorsze, liberalizm nie tylko jest oceniany krytycznie, ale nie pyta się w istocie serio co jest przedmiotem tej krytyki? Co to takiego liberalizm? Sugeruje się wręcz, że jest to jakaś demoniczna siła i jest jeden liberalizm, który sprowadza się do wszystkiego co złe, do zabijania dzieci, braku solidarności, relatywizmu moralnego itd. Wystarczy poczytać prasę, nawet niekoniecznie tę prawicowo – brukową, aby się zorientować jak się pod tym względem rzeczy mają. I to jest rzecz zgoła zadziwiająca, z tego mianowicie powodu, że Trzecia Rzeczpospolita zaczynała się pod znakiem popularności liberalizmu, gdyż  wszyscy miło reagowali na słowo liberalizacja. Nikt nie miał wątpliwości, że wolności jest nie za dużo, ani nie za mało. I wyglądało na to, że istnieje dość powszechna zgoda co do podstawowych zasad demokracji liberalnej, które jawiły się jako doskonałe zaprzeczenie systemu komunistycznego, którego większość naszych współobywateli miała jak najbardziej dosyć. I zadziwiająco szybko pojawił się inny stosunek do liberalizmu, nastąpił powrót do tych serii wymyślań, które zaczęły się lat temu, mniej więcej 200, i trwają bez ustanku. Jest taka książka Bruce’a Akermana, przełożona zresztą na język polski: „Anatomia krytyki liberalizmu”. Książka, której autor pokazuje znakomicie jak w gruncie rzeczy od czasów rewolucji francuskiej argumenty kierowane przeciwko liberalizmowi nie zmieniają się w żaden istotny sposób. No i mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją, kiedy nie wiadomo co to liberalizm, jak w przeciągu ostatnich dwóch stuleci liberalizm się zmienił i jak wiele zarzutów kierowanych pod adresem liberalizmu jako takiego stosuje się tylko do niektórych odłamów liberalizmu, które aktualnie nie są na świecie dominujące. Na temat liberalizmu mówi się u nas niesłychanie wiele głupstw. Te głupstwa trzeba prostować. Trzeba np. studentów uczyć współczesnej myśli politycznej i zachęcać ich do czytania nie tylko polskich gazet, których zresztą i tak wielu z nich nie czyta, a także poważnych książek, które na rynku są już w tej chwili w dużej liczbie dostępne. Ale to jest kwestia, że tak powiem, edukacji politycznej naszego społeczeństwa, która zajmuje – jak każda edukacja – bardzo dużo czasu i może nie dziś należałoby o zadaniach tej edukacji dyskutować. Myślę, że sprawą podstawową jest zapytanie, w jakiej mierze polscy liberałowie przyczynili się do tego, że mają dziś tak złą prasę? W jakiej mierze wina leży po stronie samych liberałów? Oczywiście liberałowie polscy znajdują się w sytuacji niezwykle trudnej, bo działali w kraju, w którym nie było tradycji liberalnych, gdzie liberalizm był wątłą roślinką i występował przeważnie, jak to Krzysztof Wolicki kiedyś napisał, w „formie skundlonej”, w najbardziej dziwnych połączeniach z elementami innych ideologii. Po wtóre polscy liberałowie po 89 roku znaleźli się w tej osobliwej sytuacji, nieznanej liberałom w krajach zachodnich, która polegała na tym, że ten porządek gospodarczy, który liberałowie na zachodzie chcieli bronić i skutecznie bronili, u nas musiał być dopiero zbudowany. Musiał być budowany od góry ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu, mianowicie koniecznością uciekania się do tzw. konstruktywizmu, który w oczach prawdziwych liberałów uchodzi za grzech największy. Sytuacja liberałów była trudna i niejasna. Sytuacja była niejasna, między innymi, z tego powodu, że wydawało się, że wszyscy są za wolnością. Otóż to nieprawda. Wszyscy byli za zniesieniem ograniczeń, jedni jednak byli za zniesieniem ograniczeń jako takich, inni natomiast za zniesieniem tych ograniczeń, które związane były z komunistyczną ideologią i przez komunizm wprowadzone. W oczach tych drugich, niekoniecznie są złe ograniczenia wolności, złe są natomiast takie ograniczenia wolności, które wprowadza ktoś inny. I dopiero stopniowo zaczęło się klarować, że o różne wyobrażenia wolności tu chodzi i jeśli ktoś mi mówi o wolności niekoniecznie jest liberałem, a jeśli nawet za liberała się uważa, to niekiedy umieszcza swe liberalne poglądy w takim kontekście, że z liberalizmu w jakimś głębszym sensie pozostaje niewiele. Na czym polega w moim przekonaniu wina, którą sami liberałowie ponoszą? Na tym, że polscy liberałowie najzupełniej słusznie sformułowali program przebudowy gospodarki. Program, który był czymś koniecznym, program, który się generalnie udał i program, który jest ciągle, nie do końca zrealizowany, chociaż niewątpliwie być powinien. Rezultatem tego faktu było to, że w oczach wielu ludzi, liberalizm utożsamił się ze skutkami ubocznymi transformacji ustrojowej. Liberalizm stał się winnym tych niedogodności i cierpień, których niemała część obywateli krajów ulegających transformacji doznawała. Powtarzam: te zmiany, które nastąpiły w sferze gospodarki, musiały nastąpić i gdyby nie nastąpiły wyglądalibyśmy z pewnością dużo gorzej, o czym świadczy przykład niejednego kraju postkomunistycznego. Wydaje mi się jednak, że polskim liberałom zabrakło projektu dobrego społeczeństwa, wychodzącego wyraźnie poza pewną koncepcję urządzenia gospodarki i projektu przemawiającego do wyobraźni przeciętnego człowieka, projektu ukazującego wizję przyszłej, nowoczesnej Polski, która jest nowoczesna nie tylko dlatego, że ma gospodarkę rynkową, ale i dlatego, że przeobrażeniu ulega tradycyjna kultura, przeobrażeniu ulega mentalność ludzka. Takiej wizji w gruncie rzeczy nie było, czy też występowała ona w postaci rozproszonej i nie przemawiającej do wyobraźni masowej. Niektórzy autorzy mówią, że o liberalizmie nie należy mówić w liczbie pojedynczej, tylko w liczbie mnogiej. Są różne liberalizmy i są różne strony liberalizmu. Tak się złożyło, że u nas liberalizm równa się liberalizm gospodarczy. A więc jak najwięcej swobody dla inicjatywy gospodarczej i gwarancje dla prywatnej własności, dla owoców działalności gospodarczej. To ważny nurt liberalizmu, chociaż należałoby częściej brać pod uwagę ten fakt, że tzw. skrajni liberałowie to jest w gruncie rzeczy publiczność kampusowa, to są profesorowie ekonomii, to nie są politycy liberalni. I są to ekonomiści, którzy niejednokrotnie w imię wolności gospodarczej idą na rzeczy takie, jak wspomaganie Pinocheta dobrą radą, bez martwienia się o to co poza tym w danym kraju się dzieje. Skłonni są oni sądzić, że jeżeli z gospodarką będzie wszystko w porządku, to wszystko inne pójdzie wcześniej czy później tym śladem – zmodernizuje się gospodarkę, zmodernizuje się cała reszta, w ślad za sukcesem gospodarczym przyjdą inne dobrodziejstwa. Przyjdą albo nie przyjdą. Ale jest ta druga tradycja liberalna, która ma mniej wspólnego z problematyką ekonomiczną, ta tradycja liberalna, która zaczyna się od czasu reformacji, która jest reakcją na podziały w wyniku reformacji powstałe, reakcją na wojny religijne, tradycja liberalna, która wiąże się z nazwiskiem Locke’a, ta tradycja, dla której problemem zasadniczym jest to, że społeczeństwo jest podzielone, że w społeczeństwie kryje się mnóstwo potencjalnych lub aktualnych konfliktów. Że problem polega w związku z tym na tym, aby zbudować taki model państwa, w którym ludzie o różnych poglądach, różnych interesach i różnych dążeniach są w stanie ze sobą istnieć i współpracować. Liberalizm jest w tym sensie próbą budowania zgody tam, gdzie pełnej zgody być nie może. Jest próbą ustanawiania jakiejś jedności, pomimo różnic, które są nieusuwalne i żadne działania państwowe ich zatrzeć nie mogą, wbrew ponawiającym się złudzeniom o możliwości umundurowania dusz, wspólnoty doskonałej i rozmaitych innych rozwiązań tego typu, których obfitość znamy z wieku XX, a także z czasów zupełnie nowych. Otóż to co mi się wydaje najważniejsze, to początek poważnej dyskusji o liberalizmie politycznym. Myślę, że liberalne rozwiązania ekonomiczne weszły w znacznym stopniu do sfery rozsądku tych ludzi, którzy w gospodarce działają, i którzy póki co na gospodarkę mają wpływ największy, mimo tych skrępowań, na które wciąż natrafiają. Natomiast jeżeli idzie o zasady liberalizmu politycznego, o koncepcje życia, którą liberalizm na zachodzie propagował, to tutaj myślę, jesteśmy w lesie, mimo tego, myślę, że istnieje wiele instytucji, które w ideach liberalnych mają swój początek. Tylko, że oczekiwania kierowane pod adresem tych instytucji niekoniecznie mają wiele wspólnego z tym co z liberalizmem chciałoby się kojarzyć. Mówię dość nieskładnie i przepraszam w szczególności za to, że nie podejmuję tego ważnego pytania: liberalizm a solidarność. Ja myślę, że to jest trudna bardzo sprawa, ale przede wszystkim należy podkreślić to, że ten popularny obraz liberalizmu, który się upowszechnił ignoruje istotne fakty z dziejów liberalizmu, ignoruje w szczególności to, że liberalizm w wieku XX stał się w znacznej mierze liberalizmem socjalnym czy społecznym, że z liberalizmu w gruncie rzeczy wyrósł komunitarianizm - krytyczny wobec liberalizmu, ale akceptujący jego prawdy podstawowe, szukający miejsca dla jakiejś wspólnoty. Pojawiły się też koncepcje, które określa się wspólnym mianem liberalnego nacjonalizmu, a więc taki liberalizm, który wykazuje mocne zrozumienie problematyki narodowej i narodowych sentymentów, słowem w liberalizmie wiele rzeczy się zmieniło i sporo rzeczy oznacza wychodzenie liberałów z tego schematu, stworzonego w niemałym stopniu przez krytyków, że liberalizm to atomizm, skrajny indywidualizm, niezdolność do współpracy czy współdziałania. To nie jest prawda, przynajmniej nie jest to prawda w stosunku do znacznej części myślicieli liberalnych, i dawniejszych, i współczesnych. Nawet tacy klasycy myśli liberalnej jak John Stuart Mill mieli poglądy, które na pierwszy rzut oka nie kojarzyłyby się z liberalizmem jako takim, a z całkiem innymi orientacjami.

Jan Kułakowski: Nie jestem pewien czy odpowiem na te dwa pytania, które pan przewodniczący postawił. Pewnie pośrednio odpowiem na pierwsze, mniej na drugie. Z dwóch przyczyn: po pierwsze dlatego, że ja bym się chciał ograniczyć raczej do problematyki na szczeblu europejskim, aczkolwiek nawiążę także do sytuacji w Polsce. Po drugie: chciałbym mówić o europejskim modelu społecznym, który jest na styku pojęć liberalnych i pojęć solidarnościowych, czy społecznych. Po pierwsze, chciałbym powiedzieć, że jednym z powodów odrzucenia przez Francję i Holandię projektu traktatu konstytucyjnego, był spór o tzw. europejski model społeczny. Czyli fakt czy ten projekt traktatu był zbyt liberalny, czy zbyt społeczny, socjaldemokratyczny czy też za mało liberalny. Na czym miałby polegać ten europejski model społeczny? Definicję takiego modelu podała Rada Europejska w Barcelonie w marcu 2002. Ta definicja jest tak ogólna i brzmi jak „wishful thinking”, że nie chcę się na niej opierać, nawet jej nie podam. Niektórzy nawet twierdzą, że nie ma europejskiego modelu społecznego, jednego, który byłby bądź mniej liberalny, bądź bardziej liberalny, ale że są różne modele regionalne. Model nordycki, anglosaski, tzw. kontynentalny – bardziej niemiecko – austriacki, model śródziemnomorski, czyli bardziej francusko – włoski itd. W każdym razie warto podkreślić, że wśród tych modeli, o których mówią teoretycy, nie ma modelu, który charakteryzowałby nowe kraje członkowskie, między innymi Polskę. Sądzę, że fakt, że nie ma takiego modelu zdefiniowanego w tej chwili, wynika z tego, że w naszych krajach takiego modelu jeszcze nie ma, nie został wypracowany. Może, trochę ironizując, powiedziałbym, że naszym problemem jest to, że my staramy się praktykować pewien model liberalny, natomiast często robimy to z mentalnością socjalistyczną, której nauczyliśmy się w przeszłości. Dlatego na razie nam to nie bardzo wychodzi. Jeżeli chodzi o scharakteryzowanie do pewnego stopnia tych modeli, to powiedziałbym, że wszystkie te modele, nie wiem czy jest ich cztery czy więcej, mają pewne, wspólne charakterystyki, które tworzą pewien rodzaj ramowego europejskiego modelu społecznego, elastycznego i poddanego stałej ewolucji. We wszystkich krajach Unii Europejskiej, jak na razie, praktykujemy gospodarkę rynkową, która jest ukierunkowana na pewne cele społeczne. Tu jesteśmy znowu na styku podłoża liberalnego i pewnych uwarunkowań społecznych. Drugą charakterystyką jest rola jednostki, zarówno w gospodarce, społeczeństwie, polityce, rola praw jednostki, osoby ludzkiej, ale także i obowiązków. Równowaga między prawami a obowiązkami, której wynikiem jest odpowiedzialność społeczeństwa za osoby i osób za społeczeństwo. Kolejną charakterystyką, wydaje mi się być, rola państw i samorządów. Rola ograniczona, ale istniejąca. Tutaj także jest to cecha modelu europejskiego, który jest na styku idei liberalnej i idei społecznych czy solidarnościowych. I wreszcie bardzo ważna sprawa – rola struktur pośrednich, rola partnerów społecznych, czyli rola dialogu społecznego w formowaniu tegoż właśnie, europejskiego modelu społecznego. To są te cechy charakterystyczne, które tworzą coś co można by nazwać europejskim modelem społecznym. Sprawa europejskiego modelu społecznego jest związana z tematem innego panelu, który wiąże się z tym o czym chcę państwu wspomnieć. Mianowicie pewnym sprawdzianem – czy może istnieć model, który czerpie z idei liberalnych i idei solidarnościowych? Sprawdzianem tego wydaje się być strategia lizbońska. Otóż strategia lizbońska jest budowana na zasadzie, abstrahując od tego czy jest sukcesem czy nie, konkurencyjności, z podkreśleniem także spójności społecznej i ochrony środowiska. Natomiast w dyskusji, która się odbywa nad wprowadzeniem strategii lizbońskiej, brak mi jednego ważnego elementu. Mianowicie, nie mówi się czy konkurencyjność, czy spójność społeczna to są przeciwstawne pojęcia, czy wręcz przeciwnie – są to pojęcia, które się uzupełniają. Niektórzy twierdzą, że trudno jest wprowadzać prawdziwą konkurencyjność przy jednoczesnym praktykowaniu szeroko pojętej polityki społecznej. Natomiast inni twierdzą wprost przeciwnie, że to się uzupełnia. Tzn., że nie ma konkurencyjności, tam gdzie nie ma pewnych standardów społecznych. Te dwie tezy stykają i ścierają się między sobą. Moim zdaniem powinno tu być raczej uzupełnianie się, komplementarność niż sprzeczność, ale jest to temat otwarty, do debaty. Pytania, jakie postawiłem powinny prowadzić do stwierdzenia: czy istnieje istotnie sprzeczność, na szczeblu europejskim, między pojęciem Europy liberalnej, a między pojęciem Europy społecznej – solidarnej? Sądzę, że należy opracować taki model, który by zmniejszał obecnie istniejące różnice między tymi modelami. Konkludując, chciałem dojść do sprawy polskiej. Wydaje mi się, że jeżeli jest tak, jak to przedstawiają rząd i większość parlamentarna, iż istnieje sprzeczność, pomiędzy solidarnością i liberalizmem oraz, że obecny rząd nie prowadzi polityki liberalnej lecz solidarnościową, to ja nazwałbym tę politykę pseudosolidarnościową. Póki taka polityka będzie wchodziła w życie pod egidą obecnego rządu, my do tej debaty – liberalizm, model społeczny, solidarność – wiele nie wniesiemy. I wydaje mi się, że środowiska, które – jak nasze – określają się jako środowiska liberalno – demokratyczne, ale nastawione na osobę ludzką i na takie społeczeństwo, które by tę osobę szanowało – czyli liberalizm społeczny – powinny się włączyć do dyskusji. Jeżeli my tego problemu nie rozwiążemy u siebie w Polsce, to nasz wkład do debaty na szczeblu europejskim, będzie znikomy. Dlatego wydaje mi się, że nasze środowiska powinny w tej debacie wziąć udział. Powinny wypracować pewien model, gdyż uważam, że nasz głos w tej debacie jest potrzebny. Dziękuję.

Bronisław Geremek: proszę państwa, ja jestem w łatwej sytuacji po świetnym wprowadzeniu profesora Szackiego, którego można uznać za autorytet, po tej gorącej obronie modelu społecznego. Chciałbym zacząć od tego, że mam osobiste kłopoty, czy mogę się określić jako liberał. Dlaczego mam kłopoty? Liberałowie, nie będą lubili drugiej części tego wyznania. Mam poczucie, że państwo jest dobrem wspólnym, że nie jest tak, że jest to czyhający lewiatan, które chcę ludzkie wolności tylko pożreć. Próbuję zatem między jednym a drugim dokonać połączenia. I mam poczucie, że w chwili obecnej na pytanie, które pan minister Olechowski zadał: czy demokracja liberalna jest w Polsce zagrożona? Odpowiedziałbym: tak. W języku administracji Clintona, proces przemian w Europie Wschodniej był określony mianem powstawania demokracji rynkowych. Otóż demokracja rynkowa – układ, w którym jest wolny rynek i układ, w którym przestrzegane są zasady demokracji i państwa prawa, to jest ten układ, który się wytworzył po 89 roku. Dostrzegam w chwili obecnej w apelu o budowę Czwartej Rzeczpospolitej poddanie w wątpliwość obu tych zasad. Tzn. zarówno tego, co jest w pojęciu demokracji mechanizmem sprawowania władzy, wyłaniania i sprawowania władzy i zasadą państwa prawnego i, z drugiej strony, wolności rynku. Ten typ polemiki, który w tej chwili jest prowadzony, nie jest osobliwością w Europie. Pojęcie liberalny – Jerzy Szacki to mówił – to niemal nieprzyzwoite słowo. Otóż jak to się stało, że liberalizm może być traktowane jako pojęcie pejoratywne. Po pierwsze, wynika to ze stanowiska Kościoła wobec liberalizmu. Po drugie ze stanowiska ruchów socjalistycznych wobec liberalizmu, Kościół w XIX wieku stawał wobec ruchów liberalnych, prezentował postawę obrony świata własności i świata dawnego ustroju. Jedna z wielkich doktryn XIX – wiecznych, doktryn Kościoła, dotyczyła obrony ubogich i była antykapitalistyczna. Ona dźwięczy współcześnie jakby inaczej. Wówczas była to postawa przeciwstawiająca się postępowi gospodarczemu i liberalizm był tego uosobieniem. Spór między liberalizmem a Kościołem Katolickim, w znacznej mierze, ale także i innymi Kościołami skończył się dopiero w ostatnim ćwierćwieczu. Tzn. w ostatnich dziesięcioleciach pojawiło się bardzo mocne zaangażowanie środowisk chrześcijańskich, środowisk katolickich zwłaszcza w ideę liberalną. Michael Novak, teolog i filozof amerykański, jest najlepszym tego przykładem. Zmienia się zatem postawa Kościoła wobec liberalizmu, pozostaje jednak w Kościele, w tej tradycji dwustu lat, obawa przed rewolucyjnym siewem liberalizmu i, po drugie, obawa przed libertynizmem, tzn., że liberalizm oznacza wolność obyczajową, czy też rozpasanie wolności obyczajowej. Jeśli chodzi o socjalizm, to socjalizm rodził się przecież w powiązaniu z ideą liberalną, był nie do pomyślenia bez przywiązania do wolności. Krzyżująca się droga ruchów socjalistycznych i ruchów liberalnych nie dotyczyła polityki, a dotyczyła ideologii, dotyczyła doktryny. Socjalizm, ruchy socjalistyczne, partie socjalistyczne w Europie współczesnej określają się w stosunku do liberalizmu. Mianowicie liberalizm jest uosobieniem wszystkiego co złe w programach gospodarczych i programach społecznych współczesnego świata. Kiedyś jeden z przywódców francuskiej partii socjalistycznej Michel Rocard powiedział, że socjalizm to jest wolność i ubezpieczalnia. W tym pojmowaniu programu socjalistycznego, liberalizm był deprawowaniem wolności politycznej, dlatego że ruchy socjalistyczne uważały, że broni interesu klas posiadających. W kwestii ubezpieczalni, był głównym wrogiem i głównym przeciwnikiem. Czy zatem jest w tej chwili taki moment, w którym podejmowana jest nowa debata nad ideą liberalną? Z wolna zaczyna to dotyczyć również Kościoła i ruchów socjalistycznych, mianowicie przewartościowanie idei liberalnej. Sądzę, że tak jest i na razie w tym ruchu ideowym Polska i większość krajów tej nowej Europy mało uczestniczyła. Większość, bo myślę o świetnym instytucie myśli liberalnej w Sofii, w Bułgarii, który jest ośrodkiem debaty ideowej, intelektualnej. Tego żeśmy nie uzyskali. U nas pozostaje to nadal na takim rynku „niskich bojów”. Czy jest zatem możliwość myślenia, że liberalizm jest temperowany interesem zbiorowym, wyrastającym z XVIII – wiecznej refleksji o tym co to jest interes ogólny? Gospodarka liberalna akceptuje to, że do rządu należy tworzenie pewnej ramy dla polityki ekonomicznej, gospodarczej, dla polityki społecznej, tak, ażeby wytworzyło się pewne pole do debaty. Czy zatem można powiedzieć, że liberalizm współczesny akceptuje taką właśnie rolę państwa, rolę organizującą także debatę publiczną? Myślę, że to jest właśnie nowy element. Bowiem liberalizm gospodarczy, to liberalizm, który wyrasta z przekonania, że jednostki lepiej dają sobie radzą, gdy mają wolność a nie są zarządzane, lepiej niż wszystkie inne twory polityczne. Wolna gospodarka jest tą, która daje najlepsze możliwości do realizacji zasobów ludzkiej przedsiębiorczości. Ponadto, liberalizm jest systemem wolności obywatelskiej, w którym państwo jest temperowane przez uczestnictwo obywateli. Czy nie jest to zatem tak, że liberalizm polityczny –  przeciwieństwo systemów autorytarnych – i liberalizm ekonomiczny – przeciwieństwo centralnych systemów zarządzania gospodarką – są ze sobą związane? I tu przechodzimy do drugiego pytania ministra Olechowskiego: czy są dziedziny, w których wolność należy ograniczyć? Jest to niezwykle trudny problem kontraktu. W historii współczesnej rzadko zdarzają się takie momenty kontraktu, w którym społeczni przedstawiciele, przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, występują jako podmiot i negocjują z państwem. Wydaje mi się, że to co propagują zwolennicy idei Czwartej Rzeczpospolitej jest raczej propozycją zawłaszczania przestrzeni, która jest autonomiczna. Tej, która jest słaba, ale w porównaniu z sytuacją sprzed szesnastu lat już zasobnej, a może nawet znakomitej przestrzeni życia obywatelskiego. To jest raczej próba zawłaszczenia tej przestrzeni i poddania jej kontroli państwa. Czy jednak jest coś takiego co można by nazwać społecznym modelem europejskim, o którym mówił pan minister Kułakowski? Mówił, że jest wiele europejskich systemów społecznych. Myślę, że ta teza jest jak najbardziej ugruntowana. Wyznaje jednak, że patrząc na to w uproszczeniu istnieje dla mnie jeden model, który można uznać za swoisty dla Europy i jest to model kapitalizmu nadreńskiego. To jest ten model, w którym przywiązuje się znaczenie do zapewnienia opieki zdrowotnej, systemu pomocy dla ludzi słabszych, dla ludzi starszych. System ten wytworzył się nie pod wpływem idei liberalnej lecz pod wpływem myśli Bismarcka. Ale wytworzył się i stał się elementem idei liberalnej, przed którym stanęła idea liberalna odrzucając go albo też jak teraz, w moim przekonaniu, próbując podjąć debatę wokół tego. Gdzie tę debatę postrzegam? Wokół dóbr publicznych. Są takie dobra, którym podporządkowane są mechanizmy wolnej gospodarki i wolnego społeczeństwa, i w których powinien być element odpowiedzialności państwa. Dlaczego skrajni liberałowie nie lubią państwa? Dlatego, że państwo ogranicza wolności ludzkie. Ale czy nie jest tak, że państwo dokonuje pewnego ograniczenia wolności, w imię interesu zbiorowości, czyli tego interesu ogólnego? W chwili obecnej w niektórych debatach np. włoskiej lub hiszpańskiej partii socjalistycznej pojawiła się teza, że jeśli po coś nam państwo jest potrzebne, to po to by zabezpieczało nam dobra publiczne. Lecz  problemem jest co to są dobra publiczne? Obrona narodowa, obrona terytorium – zapewne. Bezpieczeństwo wewnętrzne – zapewne. Zdrowie – czy rzeczywiście ochrona zdrowia jest dobrem publicznym? Bo jeżeli jest to dobro publiczne to głównym przesłaniem jest to, że nie powinno być ono elementem wyłącznie myślenia merkantylnego. Wiemy jednak, że system nadreńskiego kapitalizmu we wszystkich krajach musi być reformowany, choć nie likwidowany. Może problemem tego układu instytucji społecznych, które Europa wytworzyła, nie jest to, że one istnieją, nie jest ich esencja, tylko to, że są one kosztowne i reforma, którą podjął kanclerz Schroeder, a w inny sposób kontynuuje pani Angela Merkel w Niemczech, ma na celu potanienie świadczeń społecznych. Chodzi o to, aby dobro publiczne świadczone było w sposób tańszy, ale nie żeby je likwidować. Dalej: oświata, edukacja. Czy edukacja jest rzeczywiście dobrem publicznym? W którym z tych dóbr jest szczególne miejsce dla państwa? W którym nie należy poddawać się nadmiernej merkantylizacji? W gruncie rzeczy wydaje mi się, że debata na temat przyszłości liberalnej tego właśnie będzie dotykała. Nie chciałbym abyśmy pozostali w tej upokarzającej debacie o wolności, w której zastanawiać się będziemy czy trzeba tworzyć radę mediów, która ma kontrolować korzystanie z wolności przez media publiczne? Żebyśmy zastanawiali się czy szef partii politycznej powinien odpowiadać z żalem, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego nie chcą go słuchać? Jest to poziom debaty nieco upokarzający. Mam poczucie, że istnieją tu zagrożenia, ale jeśli myślimy o przyszłości to trzeba zastanowić się czy rzeczywiście, w chwili obecnej, ta sprzeczność między wolnością, jako sferą działania jednostki i państwem jako sferą realizacji dóbr publicznych, czy ta sprzeczność rzeczywiście jest immanentna? I czy ona ciąży na liberalizmie? I w konkluzji powiem tylko takie zdanie mojego mistrza, historyka Fernanda Broudelle’a. Powiedział kiedyś, w swojej książce o kapitalizmie, a on kapitalizmu nie lubił, że tak naprawdę jedynymi rzeczami, które ludzie potrzebują do szczęścia to wolności, rynku, bo rynek kochał i trochę solidarności. On powiedział trochę braterstwa, ale wydaje mi się, że to słowo francuskie – braterstwo, można przetłumaczyć na solidarność. Myślę, że to może być nowy sposób myślenia o liberalizmie.

Andrzej Olechowski: myślę, że mieliśmy bardzo interesujący przegląd sytuacji, zarówno tezy i poglądy, z którymi można się zgadzać lub nie i to powinno stanowić dobre podłoże do dyskusji. Chciałbym się odnieść do wypowiedzi profesora Geremka. Otóż myślałem sobie tak, że gdybyby skonstruować indeks wolności, to od 89 roku przybierał on coraz to wyższą wartość. W trakcie rządów poprzedniej koalicji ta wartość zaczęła spadać, ale teraz wygląda na to, że ten indeks w swojej liczbie może się cofnąć dramatycznie. Tak to czuję, ale zauważyłem, że różnica między mną a panem profesorem, w zrozumieniu tej tezy byłaby taka, że ja nie widzę tylko konfliktu między jednostką a państwem, ale również między państwem a społeczeństwem. Zbiorem jednostek inaczej zorganizowanym, nie tylko w postaci struktury państwowej. Instytucje, które społeczeństwu zostały przywrócone przez państwo, przez tego suwerena. Przywrócone, bądź też oddane, bo takie było doświadczenie historyczne, że lepiej by to społeczeństwo się tym zajęło niż struktura państwowa, rządzona przez walkę partyjną, przez władzę ustanawianą w trybie demokratycznym, tak jak np. NBP, bank centralny. Oddany de facto władzy fachowców, ludzi dobieranych nie wg klucza politycznego, nie wg klucza partyjnego, tak jak się dobiera władze państwa, tylko wg innego klucza. Już od czasu poprzedniej koalicji, istnieje konflikt, a raczej chęć włączenia tej instytucji, ponownego włączenia, bo przecież dawniej NBP było częścią ministerstwa finansów. Prezes NBP miał stanowisko wiceministra finansów, więc włączenia. Widzimy co się stało z radą mediów, która miała być instytucją również społeczną a nie par excellance polityczną, państwową. Nigdy to się nie udało zrobić, a teraz po prostu nawet jakiekolwiek fasady zniknęły. Nie ma co się tutaj krępować. Rzecznik Praw Obywatelskich – też osoba, która powinna być wybierana wg innych kryteriów niż polityczne, tym razem został wybrany spośród sympatyków, środowiska partii rządzącej. To samo słyszymy w przyszłości o Trybunale Konstytucyjnym. To nie jest za każdym razem utrata cząstki mojej wolności, to nie dotyka bezpośrednio mnie, to nie dotyka jednostki. To nie jest tak jak sprawa prywatyzacji, która konkuruje z osobami prywatnymi. Tutaj państwo pozbawia osoby prywatne możliwości zarobkowania. Uniemożliwia wykazania się swoją pomysłowością, kreatywnością, stworzenia bogactwa. Państwo im nie pozwala w pewnych sektorach, wchodząc tam swoją siłą, tworząc swój monopol w tym sektorze – to jest ewidentny konflikt między jednostką a państwem. Ale jest według mnie również konflikt między społeczeństwem a instytucją, którą jest państwo. Teraz chciałbym prosić panów o wypowiedzi o swoich wypowiedziach.

 

Bronisław Geremek: Chciałbym zabrać tylko głos w kwestii zawłaszczania, groźby zawłaszczenia instytucji społeczeństwa obywatelskiego jakie już się wytworzyły. Pewna zgoda co do tego, ale także i pewna refleksja, trochę gorzka. Przykład rady mediów, KRRiT. Została ona uchwalona w bardzo wczesnym momencie przemian polskich i na wzór francuski pełna niezależności jako instytucja, która miała być poza politycznymi grami. Miała być miejscem, w którym będą autorytety. Jeżeli spojrzymy na działania rady, w różnych układach politycznych i rządowych, niezależnie od tego jaki to rząd był, poza może pierwszym momentem funkcjonowania tej rady, to był on coraz bardziej skażony. A czym był skażony? Tym co Piłsudski nazywał partyjniactwem. Jeżeli spojrzeć na wszystkie decyzje personalne, które podejmuje parlament i które podejmuje Sejm, to zmierzają one, i nie jest to sprawa złej woli szczególnie zamanifestowanej teraz w ostatnich miesiącach, ale coś takiego tkwi w samej zasadzie. Czego się dotyka Sejm, to zamienia się to w łup partyjny. Otóż tu jest problemem co zrobić, aby to nie było problemem? Powiem państwu, że ja spoglądając na to, uważam, że kto wie czy nie lepszym jest przyporządkowanie tych funkcji, powoływanie na te funkcje społeczeństwa obywatelskiego przez Prezydenta RP. Dlatego, że on ma, powinien mieć to poczucie ponadpartyjne, jeżeli udałoby się na te stanowiska przyjąć zasadę, że proponują instytucje społeczeństwa obywatelskiego. Były kiedyś takie projekty, senaty akademickie, stowarzyszenia, fundacje. Gdyby spróbować ominąć tę drogę sejmową, dlatego że boję się, że ten układ zawłaszczania politycznego przez partie, jest związany z działaniem Sejmu jako instytucji. Sejm nie powinien być instytucją powołującą na stanowiska. Trzeba znaleźć inne modele. Wydaje mi się zatem, że niezależnie od układu, krótkiego wymiaru czasowego, stoimy w obliczy pewnych problemów, które można nazwać u początku dwudziestego pierwszego stulecia – kryzysem demokracji.

Andrzej Olechowski: czy chcieliby panowie odnieść coś do swoich poprzednich wypowiedzi?

Jerzy Szacki: Może tak krótko w tej sprawie państwa. Mój sąsiad (BG) powiedział, że nie jest w pełni liberałem, bo lubi państwo. Ja też lubię państwo i myślę, że wszyscy liberałowie lubią państwo. Rzecz tylko w tym jakie? Mianowicie, taką niezbywalną częścią myśli liberalnej jest idea rządów prawa. I idea państwa, które pilnuje przestrzegania umów. To jednostki te umowy zawierają, ale ktoś czuwa nad tym by one były dotrzymywane. Z liberalnego punktu widzenia tego bez państwa wyobrazić sobie niepodobna. Liberalizm nie ma nic wspólnego z anarchią, aczkolwiek powierzchowne skojarzenia przychodzą ludziom niekiedy do głowy. Druga sprawa: tak to jest, że powstało w większości krajów to co nazywa się państwem opiekuńczym, do którego budowy liberałowie też przyłożyli rękę. To nie była przecież robota tylko Bismarcka, socjaldemokratów. Tutaj rozmaite odłamy liberalne uczestniczyły w tym jak najbardziej. Jeśli w USA są elementy państwa opiekuńczego, to właśnie liberałowie byli siłą, która tam to robiła. Cokolwiek się mówi, że państwo opiekuńcze jest kosztowne, to takich rzeczy się w pełni cofnąć nie daje. I niepodobna sobie wyobrazić dzisiaj takiego szalonego liberała, na wzór Herberta Spencera, który by twierdził, że to wszystko jest w ogóle do niczego nie potrzebne. Jesteśmy w innej rzeczywistości niż owi zwolennicy pełnej niezależności i akcji obywatelskich w wieku XIX.

Głos z sali (Marcin Święcicki): Proszę państwa, wydaje mi się, że mamy pewien kłopot ze sprawą solidarności i jak ta solidarność ma funkcjonować, jak ona u nas zafunkcjonowała, w minionych latach i gdzie tutaj był błąd? Chciałem się odnieść do strony ekonomicznej tego zagadnienia. W tej chwili myśl ekonomiczna, czy to zalecenia polityczne, czy też strategia lizbońska pozwalają nam na rozróżnienie dwóch solidarności: jedna solidarność, to jest solidarność prokonkurencyjna, a druga to jest solidarność tradycyjnego państwa opiekuńczego, taka dezaktywizująca. Podam teraz państwu kilka przykładów jak jedną i drugą ekonomiści teraz rozróżniają i jak można je stosować. W Polsce mamy wg kryteriów strategii lizbońskiej największą bierność zawodową, najmniej aktywnych zawodowo w wieku produkcyjnym. Wskaźnik pracujących między 18 a 60 u nas to 50 %, czyli 50 % nie pracuje. Najniższy w ogóle w Europie. Otóż ta solidarność prokonkurencyjna nie mówi co zrobić z tymi ludźmi, którzy nie mają pracy. Ona mówi odwrotnie, jak zrobić by podnieść aktywność zawodową, jak ich zachęcić przez podatki, przez mniejsze składki, przez pracę w niepełnym wymiarze godzin, przez jakieś inne rozwiązania umożliwiające większą aktywność. Weźmy kwestię nieefektywnych gałęzi przemysłu, tych niekonkurencyjnych, które są zagrożone upadkiem, konkurencją tańszej produkcji z zagranicy. Jedno podejście jest takie, że my bronimy się przed tym, ustanawiamy jakieś cła, bądź utrzymujemy te gałęzie jako gałęzie państwowe, bo tam zawsze można umorzyć jakieś podatki, umorzyć zaległości dla ZUSu, tak chronimy między innymi górnictwo czy przemysł hutniczy. Natomiast drugie podejście jest takie, że państwo pozwala na tę konkurencję, wpuszcza ją, ale ułatwia restrukturyzację, ułatwia zmianę, ułatwia powstawanie nowych miejsc pracy. Kiedyś czytałem taki case study o pewnej stoczni szwedzkiej. Szwecja kiedyś była potęgą stoczniową, była jednym z największych producentów statków na świecie i była taka stocznia – Udevala się nazywała. Zatrudniała 11 czy 12 tysięcy osób, ale była nieefektywna, więc albo trzeba było dopłacać, albo ją skasować. Szwedzi zlikwidowali tę stocznię, ale dla tych wszystkich 11 tysięcy osób, poza może tam dwustoma, znaleźli coś innego. Inną pracę w jakimś zakładzie, który tam przeniesiono, jakieś zlecenia państwowe, jakaś pomoc w założeniu własnego przedsiębiorstwa, nawet jakieś wcześniejsze emerytury. To jest inne podejście, inna solidarność. U nas masę przedsiębiorstw zlikwidowano, nie było nas stać, nie mieliśmy środków do świadczeń, nie mieliśmy możliwości takiego działania. Weźmy walkę z bezrobociem: ekonomiści teraz rozróżniają w bezrobociu czynne i bierne środki walki z bezrobociem i na co się ile wydaje, jakie są proporcje. Otóż my wydajemy prawie 90 % tego co jest przeznaczone na walkę z bezrobociem na formy bierne. Nie na te czynne, czyli kształcenie, przystosowanie do innego zawodu, przekwalifikowanie, uruchomienie innej pracy. Spójrzmy jak się patrzy na budżet państwa. Mówi się generalnie, że budżet nie powinien być za duży, mniej wydatków państwowych, ale bardzo ważna jest struktura budżetu, czy w budżecie jest więcej środków na rozwój, na naukę, na wpuszczanie rozwoju technicznego do gospodarki, nawet na sądy i tego typu rzeczy, czyli prorozwojowe i na infrastrukturę, czyli tam, gdzie rząd i państwo musi swoje funkcje wypełniać. Czy też są to transfery socjalne, czyli czy jednym się zabiera a drugim się daje. Ekonomiści dzielą, patrzą na strukturę tego budżetu, w jakim sensie jest on solidarnościowy itd. Nawet w szkolnictwie wyższym, które można potraktować jako inwestycję, bardzo ciekawa jest tutaj reforma Blaira, przynajmniej jego założenia. Mianowicie, że wykształcenie wyższe jest to swego rodzaju inwestycja i trzeba za to zapłacić. Ale rząd umożliwia każdemu wzięcie na to kredytu i każdy może sobie zafundować to wyższe wykształcenie. Później musi to zwrócić, ale tylko wtedy kiedy mu się to zwróci, jak ma dochody powyżej pewnego poziomu to zaczyna zwracać, jak ma poniżej państwo zwraca bankowi, jest tym gwarantem. Nie udała się inwestycja, państwo zwraca. Myśmy na początku tej drogi w 89 roku nie mieli jasnego obrazu tych dwóch solidarności: solidarności opiekuńczej dezaktywizującej i solidarności prokonkurencyjnej, sprzyjającej restrukturyzacji, przekształceniom i dlatego mamy taki bardzo nieciekawy obraz w gospodarce solidarności, nie liberalnej, ale szkodzącej rozwojowi gospodarczemu, dezaktywizującej społeczeństwo, powodującej te zbędne przepływy, marnotrawstwo środków i brak środków tam gdzie ta solidarność mogłaby być prokonkurencyjna.

Andrzej Wielowiejski: Chciałbym odpowiedzieć na pytania, które pan postawił, ale przedtem zacznę od końca, tzn. od pewnego zasadniczego podejścia do wyborów polityczno – społecznych, przy założeniu uczciwości, zdrowego rozsądku, jak i rzetelności. Nie wymyśliłem tego, u wielu autorów można spotkać takie podejście. Dała temu wyraz w dużej ankiecie grupa liberalno – socjalna, opublikowanej 6 czy 7 lat temu. Mianowicie podstawowym wyborem społecznym, jaki w działaniu musimy wykonać nie jest wybór pomiędzy socjalizmem a liberalizmem, konserwatyzmem w szczególny sposób pojętym a socjalizmem np., czy pomiędzy tradycją a nowoczesnością. Prawdziwy wybór, w dzisiejszym kontekście, ale można by to rozszyfrować i w dawnych układach, jest w gruncie rzeczy tylko jeden. Jest to wybór pomiędzy konserwatyzmem a liberalizmem, pomiędzy zachowawczością a otwartością. Oczywiście zakładając zdrowy rozsądek i jakąś rzetelność wobec siebie i wobec innych. I tutaj te nasze nieporozumienia, o których mówił profesor Szacki, tutaj w Polsce, pamiętajmy, że grupa polityczno – liberalna KLD, która głosiła hasła liberalizmu gospodarczego, była par excellance grupą konserwatywną. I zresztą nigdy nie kryła tego, nigdy nie chcieli się włączyć do ruchu liberalnego, zawsze byli bliżsi konserwatystów, odcinając te problemy, o których mówił pan Kułakowski, tej komplementarności, która jest czymś narzucającym się przez wymogi życia i zdrowy rozsądek. Ta konfuzja nie zależy od nieuniknionych zarzutów ludzi sfrustrowanych gwałtownymi zmianami, tego się nie dało uniknąć, ale między innymi to czym było KLD - to mocno zamieszało, pogłębiło tutaj niejasności i mentność. Postęp zawsze kosztuje i do tego się sprowadza wybór. Chodzi o to czy gotowi jesteśmy podjąć te koszty i ryzyko czy wolimy poczekać? Obydwie postawy mogą być rzetelne i uczciwe. Ostrożność, pamiętam prof. Lange – marksistowski teoretyk, profesor ekonomii, pamiętam, całą rozprawę poświęcił temu, że jesteśmy wszyscy konserwatystami. Najczęściej występuje ta zasada zachowania dotychczasowych reakcji, wykorzystania dotychczasowych doświadczeń. Konserwatyzm jest czymś oczywistym i normalnym w powtarzalności naszych zachowań. Odpowiedź na wyzwania rzeczywistości i przyszłości polega na tym, czy potrafimy wychodzić poza te dotychczasowe układy, stąd też ów problem z tradycją nie musi się rysować jako przeciwstawienie polityczne, gdyż jedni i drudzy mogą szanować tradycję. To co mówił pan profesor o idei narodowej czy odczuciu narodowym – to też jest w pełni do pogodzenia. Ale ciągle dochodzimy do tego istotnego momentu: jesteśmy gotowi podjąć ryzyko, otworzyć się, nie zamykać oczu przede wszystkim, dostrzegać te nowe wyzwania na różnych polach, gdyż jest ich mnóstwo. Zarówno sprawa postawy wobec wolnego rynku, ale wobec Europy, wobec rozszerzenia Europy, a także wobec nowych technologii, wyzwań rozwojowych i wyzwań strukturalnych, tzn. tego co trzeba zmienić w ustroju, prawie i działalności politycznej, żeby stawić skutecznie czoła nowym wyzwaniom, które przychodzą. Zbliżając się do końca dwa słowa o liberalizmie politycznym, niezmiernie tutaj istotnym i ważnym. Szczególnie próba zarysowania odpowiedzi na pytanie pana przewodniczącego, o zagrożeniach w Polsce. To jest to, że dwie wiodące partie w parlamencie w tej chwili dżegnują się od obywatelskości. Nie są w stanie podjąć tego podstawowego wyzwania, które jest zasadniczym problemem współczesnej, rozwijającej się demokracji obywatelskiej, która dostrzega podstawowe, a te nasze partie dostrzegają czy nie dostrzegają, ale w każdym razie dokonują szczególnego wyboru. Mianowicie dylemat współczesnego liberalizmu politycznego i demokracji obywatelskiej polega na tym czy poprzez ideologię, działania, i struktury będziemy tworzyć społeczeństwo oparte na obywatelach i liderach, czy na oligarchach i klienteliźmie? Oligarchowie i cały problem funkcjonowania struktur, poczynając od partii, poprzez instytucje państwowe w dużej mierze do tego się sprowadza czy stawiamy na obywatela czy stawiamy na klienta w imieniu którego, i dla którego się coś robi. Tutaj zagrożenie jest bardzo duże. Oczywiście, to co się dzisiaj w Polsce dzieje jest charakterystycznym odruchem daleko idącego konserwatyzmu wynikającego z najbardziej ludzkiego odruchu lęku przed wyzwaniami, które przed nami są, w wyniku złych doświadczeń, które dotąd były. Jesteśmy w tej aurze narastającej fali postaw konserwatywnych, lękliwych wobec nowych wyzwań i w związku z tym niezmiernie niebezpiecznych na dziś i na jutro. Dlatego, że nie będziemy w stanie formować aktywnych postaw, o których tyle mówił Marcin Święcicki i aktywnego podejścia do tego oczywistego zadania komplementarności, w tym również solidarności jako komplementarności aktywnego, swobodnego obywatela, który gospodaruje w ten sposób i aktywizuje się ciągle na nowo i, że tak powiem, w sposób dynamiczny. Natomiast w jakich dziedzinach należałoby ściągnąć te cugle? Myślę, że prawie w pełni – z małymi wyjątkami.

Głos z sali: Pan minister zaczął tę debatę od postawienia pytania o zagrożeniu paradygmatu liberalnej demokracji, więc ja bym chciała skierować pytanie, w szczególności do pana ministra Kułakowskiego – o pewną szczególną metodę, pewien szczególny sposób przeciwdziałania temu zagrożeniu. Postaram się go syntetycznie skrócić. Troszkę zainspirowała mnie wypowiedź profesor Geremka, zwłaszcza w tym zakresie, gdzie odnosił się pan do relacji między Kościołem a liberalizmem. Może bym chciała spojrzeć na relację między myślą chrześcijańską a liberalizmem, z trochę bardziej pozytywnej strony. Bardzo mnie dziwi i zastanawia, od kilku lat się próbuję temu przyglądać, że w naszym chrześcijańskim kraju zupełnie nie istnieje recepcja, w publicznej debacie, liberalnej myśli chrześcijańskiej. Słowo liberalny może nie jest dokładnym określeniem, więc wyjaśnię, że chodzi mi o ten nurt chrześcijańskiej myśli, która cechuje się wysokim antropocentryzmem, ale także afirmacja wolności, w takim sensie lewinasowskim. Chodzi mi o bardzo szeroki nurt, który zaczyna się tak gdzieś w latach 30 we Francji od Mouniera, od Maritaina a później był jeszcze dalej owocnie rozwijany. Moje pytanie jest takie: czy w naszym chrześcijańskim, konserwatywnym kraju nie byłoby pewną drogą wprowadzenia z powrotem liberalizmu na salony debaty publicznej i zdjęcia z niego tego odium złego, używając języka i retoryki liberalno - społecznej myśli chrześcijańskiej? I zastanawiam się czy to nie byłaby jakaś metoda. Zastanawiam się też dlaczego w naszej wewnętrznej debacie, naszej partii, nie sięgamy po te wzory, bo jak się czyta Mouniera, te pierwsze rzeczy, które on pisał gdzieś tam w latach 30 – to jest to pewien przykry paralelizm sytuacji historycznej – to jest dokładnie odpowiedź na to co PD chce robić. Czemu nie sięgamy po te źródła? Wydaje mi się, że to dla nas wszystkich byłoby bardzo owocne i może tą drogą łatwiej byłoby nam głosić idee liberalne w Polsce.

Głos z sali (Krzysztof Niewiadomski): Jestem z Gliwic, przewodniczący PD w Gliwicach. Proszę państwa, ja może nie będę zadawał pytań tylko podzielę się taką konkluzją, myślą co zrobić, aby zahamować ten negatywny rozwój sytuacji. Początek Trzeciej Rzeczpospolitej rozpoczął się od budowy Polski liberalnej, pod którą kryją się te dwa słowa: wolność i solidarność. Zaczęto w tym kierunku budować różne instytucje, mniej lub bardziej sprawnie. W tej chwili odnoszę wrażenie, że budowanie Czwartej Rzeczpospolitej polega na likwidowaniu tych zalążków Trzeciej RP. I to mnie bardzo boli i uderza w tej polityce. Ona jest bardzo prosta, ta taktyka dwóch panów, których nazwiska zaczynają się od literki „k”, bo jeżeli chodzi o poglądy liberalne, to my tutaj wszyscy w mniejszym lub większym stopniu je podzielamy, nie ma dyskusji nad innym modelem państwa, mnie się wydaje, że chodzi o to jak zatrzymać ten proces, co zrobić by kontynuować te idee zaczęta w czasach Trzeciej RP?

Głos z sali: Na początku chciałbym podziękować profesorowi Szackiemu, że rozwiał wątpliwości profesora Geremka, odnośnie tego czy liberał może lubić państwo. Przyznam, że taka niepewność była i jest moim udziałem - etykietowania się odnośnie tego czy ktoś jest liberałem, czy socjalistą. Wydaje mi się, że jak do tej pory nie poruszaliśmy w tej debacie tych kwestii, które są jej tytułem, tzn. idei liberalnej kontra idei solidarnej. Dostrzegam u naszych prelegentów pewną niechęć, wydaje mi się, że najbardziej u pana Kułakowskiego, w unikaniu rozwinięcia tej idei solidarnej. Czy to jest tak naprawdę kontynuacja idei socjalistycznej? Bo mi się wydaje, że mówimy do pewnego stopnia: idea solidarna, idea socjalna. Dostrzegam pewną ewolucję, od nazwania czegoś socjalistycznym, poprzez socjalny do solidarnego. W tym kontekście pejoratywnie oceniam ideę solidarną jako kontynuację socjalizmu. Czy tak jest w rzeczywistości? Wydaje mi się, że tak naprawdę jest to destylacja najlepszych elementów jakie w socjalizmie możemy dostrzegać, pewnej odpowiedzialności, współodpowiedzialności jednej jednostki za drugą. W tym momencie to już nie musi być takim negatywnym zjawiskiem. Wydaje mi się, że bez współczucia, pewnej empatii, budowanie społeczeństwa jest po prostu niemożliwe. Zastanawia mnie tylko pewna niechęć by pokazać te korzenie. I tu nawiązując do tego co powiedziała pani, idea solidarna łączy się z nauką społeczną Kościoła – to jest paradoksalnie punkt, w którym chrześcijaństwo spotyka się z socjalizmem. Inna refleksja: wydaje mi się, że pod takim wygodnym hasłem solidarności przemyca się inne hasła. Tzn. mówi tutaj o zagrożeniach dla demokracji liberalnej, nie tyle dla samej demokracji ile dla demokracji liberalnej, bo przecież mamy wolne wybory mamy parlament, mamy prezydenta wybranego w demokratycznych wyborach. Nie chodzi o demokrację, ale o ten liberalizm w demokracji. Otóż wydaje mi się, że demokracja, podobnie jak wolny rynek, podlega pewnym ograniczeniom, w tym momencie te ograniczenia, to jest właśnie liberalizm. Jeśli interpretujemy demokrację jako rządy większości niczym nieograniczone oznacza to, że prawa mniejszości są zagrożone. I właśnie ten liberalizm jest pewnym powściąganiem cugli demokracji. To brzmi bardzo źle. Ale takie sytuacje kiedy większość może przegłosować wszystko, rzeczy nawet niemoralne jest niedopuszczalna. W tym momencie nie mówię nawet o tym, że większość jest za tym by wprowadzić karę śmierci, by ograniczyć wolność mediów, czy większość jest za rządami autorytarnymi prowadzi do tego, że demokracja dochodzi do autolikwidacji zaś liberalizm jest zabezpieczeniem tej demokracji. Tu mówimy o republikańskim modelu demokracji, wychodzącym właśnie na powierzchnię, że te instytucje, zasady są mniej istotne, liczy się to kto ma za sobą większość. Dostrzegam tu niebezpieczeństwo dogadywania się z masami ponad głowami elit, które w tym społeczeństwie wypracowaliśmy. Wydaje mi się, że to jest największe niebezpieczeństwo przed jakim stoimy. I jeszcze ostatnie słowo do liberalizmu ekonomicznego. W tym momencie on jest rzeczywiście poza sporem, w dużym stopniu. Oczywiście jest pytanie czy więcej opieki lekarskiej czy mniej? Dostrzeżmy co jest najlepszym, najpraktyczniejszym rozwiązaniem. I tak to co mówił pan Kułakowski o strategii lizbońskiej, która jest odpowiedzią na wymogi stawiane przez globalizację. Czy chcemy jak Francuzi czy Skandynawowie mieć państwo opiekuńcze, to trzeba policzyć co się tutaj opłaca a co nie. W pewnym sensie ten kapitalizm i wolny rynek jest poza sporem. Natomiast wydaje mi się, że liberalizm polityczny jest punktem, o którym powinniśmy teraz dyskutować.

Głos z sali (Ewa Kochańska): Dzień dobry, nazywam się Ewa Kochańska, jestem prezesem doradców gospodarczych „Pro Akademia” – organizacji obywatelskiej, która pracuje z elitami gospodarczymi. Ci wszyscy, którzy eksportowali, budowali dobrobyt dnia dzisiejszego to liberałowie gospodarczy. Kontrast pomiędzy liberalnym a solidarnym państwem mieści się w zasadzie w zakłamaniu słowa – tak to odbieram, w zakłamaniu słowa solidarność. Jeżeli zastąpić słowo „solidarność” słowami „spójność społeczna”, które są niekwestionowaną zdobyczą liberalizmu, to wówczas odpada element walki, który w słowie solidarność tkwi, w polskim rozumieniu słowa solidarność. Zatem spróbujmy, i tu wielki apel do elit, spróbujmy zastąpić słowa „solidarna Polska” słowami „spójna społecznie Polska” i wówczas mamy odpowiedź na to pytanie: wcale nie. To jest jedna droga. Sprowadzając te teoretyczne rozważania na poziom konkretu gospodarczego: dlaczego liberalizm gospodarczy jest w przodzie w Polsce? Profesor Wielowiejski mówił o kompetencjach, o szukaniu nowych wyzwań, o tym, że jesteśmy Polską konserwatywną. Pozwolę sobie nie zgodzić się. Jesteśmy Polską absolutnie szukającą, odważną, polscy przedsiębiorcy są ludźmi bezkompromisowymi i szalenie twórczymi, kreatywnymi. Czego nie można powiedzieć o urzędnikach, czego nie można powiedzieć o państwie i tutaj państwo jest tą struktura, która za chwilę zablokuje rozwój gospodarczy. Jeżeli liberalizm gospodarczy jest w przodzie to liberalizm polityczny daleko, daleko w tyle. Sprowadzając na poziom konkretu: słynne dotacje unijne, po które w maju 2004 wszyscy przytupywaliśmy: uczelnie, przedsiębiorstwa małe, duże, wszyscy. Dotacje na 2004 – 2006 zostały rozdysponowane w 3 %, a przyznane w 150 %, czyli gdzie jest blokada – po stronie państwa. Jeżeli to się nie zmieni, jeżeli liberalizm polityczny nie stanie się faktem, to za chwilę będzie tłumił rozwój gospodarczy Polski. Absolutnie nie przesadzam, ja to widzę na co dzień w konkretnych sytuacjach.

Andrzej Olechowski: dziękuję państwu. Pora nam to podsumować, odpowiedzieć na państwa pytania. Ostatnie słowo wygłosić. Ja bym chciał się krótko odnieść do tego co pani powiedziała o kwestii języka i z jednej strony komunikacji z opinią publiczną, ale z drugiej strony również dialogu z Kościołem, używając języka, jak pani mówi, liberalnej nauki społecznej Kościoła. Jest poważny spór między liberałami a Kościołem i jego się językiem nie da przykryć – taka jest prawda. Kościół jest tu dość niezmienny. Przypomnę – Jan Paweł II we Wrocławiu po liberałach się przejechał jak po diable i nie stało się to przypadkiem –  tam szereg osób pracowało nad tym by słowo „liberał” dookreślić i to się nie udało. Takie są tutaj etykiety i poglądy w związku z tym to jest spór i to trzeba sobie otwarcie mówić.

Bronisław Geremek: Chciałbym tylko dwie może uwagi wygłosić. Pierwsza – dotycząca zlepka pojęciowego: wolność versus solidarność. To jest język, który nie służy opisywaniu rzeczywistości tylko jej kreowaniu, w tym języku obawiałbym się wszystkiego. Obawiałbym się także obrony wolności przed solidarnością, a zwłaszcza bałbym się obrony solidarności przed agresywną wolnością. W obu tych pojęciach jest odmienna koncentracja uwagi. W pojęciu liberalizmu i liberalnej wolności jest koncentracja uwagi na ludzkich wadach i przywarach. O tym się mówi i można zobaczyć to w klasycznej myśli liberalnej, że tak jest, że ludzie dlatego działają, że coś chcą dla siebie zachapać, coś chcą sobie przyswoić i tylko egoizm jest motorem działania. W pojęciu solidarności jest jak gdyby odwołanie się do cnót. Ale człowiek się składa z grzechów i z cnót. I stąd myślę, powinno dokonywać się spotkanie między ideą wolności myśli liberalnej i ideą solidarności. Nie ma między nimi sprzeczności. Nie chciałbym, aby próba instrumentalizacji tych pojęć, jaka w ostatnich miesiącach się pojawiła po to żeby dzielić Polskę miała sukces w naszych głowach. Kwestia współczesnego liberalizmu i jego stosunku do demokracji – czy on naprawia demokrację? Bardzo bym chciał. Czuję się liberałem. Ażeby liberalizm był takim sposobem myślenia, w którym nie ma absolutyzmu decyzji większościowych. Aby to liberalizm występował przeciwko wykluczeniu, aby występował w obronie mniejszości. I wydaje mi się, ze we współczesnych ruchach liberalnych to się dokonuje. Nacisk jest z jednej strony na państwo prawa, a rządy prawa to nie tylko uznanie zasady większościowego rządzenia, ale że prawa jest jednakowe dla wszystkich. Odniesieniem w rządach prawa jest jednak jednostka i to wydaje mi się bardzo ważne. I wreszcie trzecia uwaga: czy istotnie solidarność jest takim elementem walki, który nam spójność społeczną może psuć? Ze względu na to, że słowo było związane z pewną sytuacją i ruchem politycznym, natomiast nie sądzę ażeby ten związek z walką sprawiał, że jest ono dysfunkcją w życiu społecznym. Myślę, że pojęcie solidarności jest nadal bardzo istotnym, jako odniesienie dla polityki, mądrej polityki i jest odniesieniem także ideowym, dla ludzi, którzy postanawiają się angażować w życie publiczne. Myślę, że to trzeba zachować. Spójność społeczna nie ma tej emocjonalnej siły przyciągania, ale w gruncie rzeczy o co chodzi w solidarności? O to właśnie, żeby odwoływać się do zasady wspólnoty interesów ludzi, wspólnoty uczuć, a nie tylko do egoizmu. I ostatnie zdanie: uważam, że debaty o idei liberalnej w Polsce jest bardzo mało, i to nie jest problem tylko sceny politycznej, ale także sceny myślowej, intelektualnej. Potrzebujemy debaty o wolności i potrzebujemy postawienia tych pytań, na które nie ma dobrych odpowiedzi. Drugi pańskie dotyczące tego, czy można ograniczać wolność? Wiemy ile odpowiedzi w historii myśli na to pytanie już padło, ale przecież żadne z nich nie ma waloru takiego, które powie nam co zrobić. Czy rzeczywiście ma prawo jakaś instancja istniejąca mówić, że jest naruszeniem wolności innego człowieka nadużycie wolności własnej?  Czy to człowiek o tym decyduje, czy jakiś organ władzy? Jeżeli organ władzy, to on powie gdzie jest granica wolności mediów. To co chciałem powiedzieć, to że jest potrzeba debaty, która zostałaby uwolniona od wyłącznie doraźnego odniesienia i to jest potrzeba debaty pilnej. Kultura polityczna kraju, jak sądzę tego wymaga.

Jan Kułakowski: proszę państwa, ja zanotowałem sześć punktów w czasie wypowiedzi kolegów panelistów i państwa. Po pierwsze pan przewodniczący poruszył problem elastyczności i pytał czy ja w ujęciu francuskim czy niemieckim o tym mówiłem? Nie jestem teoretykiem, nie wiem czy pojęcie jest francuskie czy niemieckie. Chodzi mi o to, że dla mnie elastyczność jest zdolnością do ewolucji i sprzeciwia się pewnej sztywności, pewnemu zamknięciu i w tym sensie użyłem zwrotu elastyczność. Punkt drugi, nawiązuję do odpowiedzi profesora Geremka – Kościół a problem liberalizmu w XIX wieku. Otóż wydaje mi się, że Kościół w XIX wieku trochę identyfikował liberalizm z libertynizmem i z pewną względnością, tzn. z brakiem wartości, że liberalizm na wszystko pozwala, że wszystko mu wolno. Dlatego myślę, że powstał ten antagonizm. Patrząc na encyklikę rerum novarum, moim zdaniem tam nie ma jakiejś krytyki rozwoju gospodarczego, jest krytyka typu rozwoju gospodarczego i krytyka rozdziału dóbr, krytyka tego, jaka sytuacja wynika z rozwoju gospodarczego. I z tym się wiąże pytanie jakie padło na temat chrześcijańskiej myśli społecznej w Polsce. Wydaje mi się, że chrześcijańska myśl społeczna powstała na gruncie po pierwsze laicyzacji, po drugie, że obrona koncepcji pojęć społecznych, tzw. sprawiedliwości społecznej była w rękach socjalistów i wiązała się z atakiem na chrześcijaństwo. Stąd ta chrześcijańska myśl społeczna była odpowiedzią, że można walczyć o sprawiedliwość społeczną, można walczyć o dobro ludzi, można walczyć o lepsze społeczeństwo nie będąc jednocześnie wrogiem chrześcijaństwa. Ona powstała z potrzeb, które istniały w tamtej części Europy, a które prawdopodobnie mniej istniały u nas. Tutaj użyłbym może bardziej paradoksalnego zwrotu: fakt, że jesteśmy krajem katolickim, niezlaicyzowanym był paradoksalnie hamulcem rozwoju chrześcijańskiej myśli społecznej w Polsce. Kolejna uwaga. Profesor Geremek zacytował Broudelle’a, uważam, że jest to bardzo ciekawa wypowiedź, tylko dlaczego mówi on, że z odrobiną solidarności czy solidaryzmu? Ja bym chciał by było więcej niż choć trochę i tu przechodzę do sprawy, którą ktoś z państwa poruszył: czy solidarność jest jakoś związana z myślą socjalistyczną? Uważam, że nie jest związana. Uważam, że jest to myśl, która wręcz przeciwnie, jest pewną syntezą liberalnej myśli i dążeń społecznych. Pozwolę sobie tutaj taki przykład przytoczyć – mnie się kilka razy pytano dlaczego jestem w parlamencie europejskim członkiem grupy liberalno – demokratycznej? Udzieliłem odpowiedzi trochę anegdotycznej, w której kryje się pewna prawda, dlatego, że chciałbym odebrać prawicy monopol na ochronę chrześcijaństwa i chciałbym odebrać lewicy monopol na obronę polityki społecznej. Wydaje mi się, że ta grupa, w której idea solidarności, solidaryzmu jest lepiej rozwinięta niż u konserwatystów czy u tzw. chadeków, wydaje mi się, że tu mam większe możliwości do rozwijania takiej idei. I wreszcie ostatnia uwaga, taka konkludująca dla mnie. Mówiłem o europejskim modelu społecznym i na pewno ten model musi ewoluować, musi się zmieniać. On w tej chwili, taki jaki był zdefiniowany nie pasuje do pewnych potrzeb i pewnych rzeczywistości. Dlatego jest to model, który musi się zmieniać. Ja tylko się jednego boję, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Żeby poprzez zmiany tego modelu nie utracić pewnych wartości. Dlatego trzeba moim zdaniem taki model wypracować, który byłby jednocześnie modelem dostosowanym do obecnych potrzeb i nie odszedł od wartości, na których model ten się opiera. Dziękuję.

Jerzy Szacki: trzy krótkie uwagi. Pierwsza odnosi się do poruszanej tu przez parę osób sprawy stosunków liberalizmu i chrześcijaństwa, a zwłaszcza liberalizmu i katolicyzmu. Oczywiście rola religii katolickiej w zrobieniu liberalizmowi gęby była kolosalna i wchodzą tu oczywiście w grę zaszłości historyczne, o których mówił tu profesor Geremek, ale nie tylko. Są pewne niezmiernie istotne różnice. Kościół jest od tego, żeby wiedział na czym polega prawda absolutna, liberał tego nie wie i nie może wiedzieć. Co więcej zakłada, że jeżeli ktoś ma władzę, to musi się liczyć z tym, że rację może mieć każdy z poddanych. W tym sensie jest relatywistą, choć swój pogląd na to co jest prawdziwe ma i mieć musi. Natomiast jedna rzecz, która mogłaby zbliżać chrześcijan czy katolików i liberałów. Myślę o zasadzie pomocniczości tak ważnej w nauce społecznej Kościoła, która jest w pewnym sensie zasadą rdzennie liberalną. Wizja państwa, które jest tym pomocniczym organem tam gdzie samo społeczeństwo, same jednostki rady sobie nie dają, to jest rzecz, myślę, interesująca i z liberalizmem na pewno niesprzeczna. Ja bym tutaj nawet skłonny był szukać inspiracji. Druga uwaga, krótka, dotyczy sprawy też już poruszanej: demokracja a demokracja liberalna. Oczywiście demokracja w etymologicznym znaczeniu słowa. Demokracja jako rządy większości niczym nie ograniczone jest czymś okropnym. Jeśli się oburzamy na Łukaszenkę, to nie dlatego przecież, że nie jest on demokratą w tym sensie. Jego większość Białorusi wg wszelkiego prawdopodobieństwa naprawdę kocha. W demokracji współczesnej, a nie ma innej demokracji niż liberalna dzisiaj, wydaje się, że wchodzą w grę rozliczne ograniczenia. Była mowa o respektowaniu uprawnień mniejszości. Jedną rzecz tutaj trzeba dodać – problem konstytucji, która wiąże większość największą choćby. Znają państwo z historii sytuację rewolucji francuskiej, kiedy to co roku, plus minus, uchwalano nową konstytucję, bo inaczej się kształtowały zdania na szczycie władzy. Otóż taka demokracja to jest nieszczęście. Przyzwoita demokracja, to demokracja z konstytucją, z którą trzeba się obchodzić bardzo ostrożnie, i którą zmienić jest bardzo trudno. I ostatnia kwestia: solidarność. Oczywiście to jest kwestia pewnej politycznej perswazji, używanie i nadużywanie tego słowa. Słowo piękne zresztą i uczucie piękne. Tylko solidarność jak ja to słowo rozumiem odnosi się do stosunków między ludźmi i niewielkie są tutaj możliwości zarządzania czy uchwalania by tutaj była solidarność. Ona jest albo jej nie ma, ale ona się musi zaczynać i kształtować na dole. Tutaj rząd ma niestety bardzo niewiele do spowodowania, żeby ludzie byli rzeczywiście solidarni. Może ich do tego zachęcać, może zapewniać, że solidarni są, jak to w dobie jedności moralno-politycznej zwykło się robić, natomiast nie jest w stanie rząd sprawić by ludzie stali się solidarni z dnia na dzień, bez jakichś szczególnych zmian w ich sposobie życia, ich warunkach życia, systemie prawnym, itd.

Andrzej Olechowski: proszę państwa, po to w boksie wymyślono kategorie wagowe, żeby stukilogramowy facet nie demolował czterdziestokilogramowego kogucika. W ostatniej kampanii wyborczej jednak kategorie zostały zlikwidowane i ciepłe, zrozumiałe słowo solidarność zostało skonfrontowane z okropnym słowem liberalizm, które cieszy się niezrozumieniem i nieżyczliwością, zarówno w Polsce, jak i w całej znanej nam okolicy, bo w Europie nikt nie używa słowa liberalizm inaczej, tak naprawdę, poza dyskusjami ludzi wyznających tę ideę niż jako słowo obraźliwe, nieprzyjemne. Proszę sobie poczytać np. dyskusje francuskie na ten temat, ale i niemieckie tak samo. Co innego zupełnie się dzieje kiedy rozmawiamy o solidarności i wolności. I to nie są ot tak sobie trywialne stwierdzenia. Zdajemy sobie sprawę, że nie ma tak naprawdę solidarności bez wolności, bo wtedy stanie się ona przymusową kontrybucją na rzecz drugiej osoby. Nie ma wolności bez solidarności, bo wtedy stanie się anarchią i samotnym przebywaniem w świecie. Trzeba jak najszybciej starać się przywrócić tę równowagę. Mając świadomość, że jednak te kategorie wagowe zniesiono w kampanii nie ot tak sobie, nie dla wygody chwilowej, ale tak mi się wydaje niestety, w pewnym celu. Bo jest tutaj stukilowy facet, który chce nam zrobić krzywdę i trochę tej wolności nam poodbierać. Dziękuję państwu bardzo za udział w tym panelu, dziękuję panelistom przede wszystkim, którzy się do nas dzisiaj pofatygowali i oddaje mikrofon organizatorowi.

Piotr H. Kowalski: dziękuję bardzo. Nazywam się Piotr Kowalski, jestem dyrektorem Fundacji Klub Obywatelski, jednego z trzech współorganizatorów dzisiejszych paneli. Chciałbym krótko powiedzieć skąd dzisiejsze panele się wzięły. Razem z Fundacją Naumanna rozpoczęliśmy w tym roku projekt „Towards Modern Liberalism”, czyli w kierunku współczesnego liberalizmu. Projekt powstał dlatego, że podczas ostatnich wyborów  liberalizm w Polsce został utożsamiony z negatywnymi skojarzeniami, epitetami, wyzwiskami tudzież innymi sformułowaniami, które są nieuprawnione. I doszło podczas kampanii wyborczej do sytuacji bardzo znamiennej - nastąpiło skonfrontowanie liberalizmu z solidaryzmem. W naszej Fundacji dostrzegamy bardzo duży deficyt dyskusji na temat liberalizmu, jego sposobu pojmowania oraz mówienia czym jest. Dlatego powstał pomysł zorganizowania trzech równoległych paneli dyskusyjnych. Za uczestnictwo w dzisiejszym panelu bardzo dziękuję wszystkim osobom które zechciały przyjść i znaleźć czas na dyskusję na temat idei liberalnej. Bardzo dziękuję Fundacji Naumanna, która włożyła duży wkład finansowy w zorganizowanie dzisiejszego przedsięwzięcia oraz naszemu partnerowi - Porozumieniu Liberałów i Demokratów na Rzecz Europy w Parlamencie Europejskim - ALDE, za dostarczenie wspaniałego wkładu intelektualnego do dyskusji. Będziemy nasz projekt kontynuować, nie są to nasze ostatnie panele. Jeżeli jesteście państwo zainteresowani naszymi dalszymi przedsięwzięciami zapraszam na stronę internetową, gdyż będą tam aktualne informacje. Jeżeli państwo wpisaliście się na listę obecności i wpisaliście swój e – mail to dodatkowo, będziecie otrzymywali państwo informacje o najbliższych wydarzeniach. Bardzo jeszcze raz dziękuję zarówno panelistom jak i państwu za przybycie. Do widzenia.

 

       
 © Fundacja "Klub Obywatelski". Wszystkie prawa zastrzeżone.