|
|
 |
W KIERUNKU NOWOCZESNEGO
LIBERALIZMU
TOWARDS MODERN
LIBERALISM
STRATEGIA LIZBOŃSKA
- BADANIA NAUKOWE I ROZWÓJ
Moderator Jerzy Hausner: Witam Państwa,
organizatorzy: Fundacja Klub Obywatelski, ALDE, czyli Sojuszow Liberałów i
Demokratów na Rzecz Europy i Fundacja Naumanna zaproponowali dyskusję, refleksję
na temat strategii lizbońskiej z położeniem akcentów na problematykę badań i
rozwoju. Moja rola polega na tym by moderować tę dyskusję, w związku z tym będę
ją przede wszystkim prowadził. Jeżeli pozwolicie państwo, na końcu spróbuję
główne nurty tej dyskusji skomentować. Natomiast naszymi głównymi dyskutantami,
uczestnikami panelu są pan Jeremi Mordasewicz. Pan Mordasewicz jest znany przede
wszystkim jako bardzo aktywny działacz reprezentujący Polską Konfederację
Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, jest także aktywnym przedsiębiorcą. Pana
Mordasewicza znam przede wszystkim z aktywnej roli jaką pełni w dialogu
społecznym, który rozwinął się w postaci Komisji Trójstronnej, stara się przede
wszystkim upowszechniać te poglądy związane z przedsiębiorczością i rozwojem
przedsiębiorczości w Polsce. Drugim naszym panelistą jest pan Janusz
Onyszkiewicz, tu musiałbym przypominać mnóstwo ról publicznych jakie pan
Onyszkiewicz wypełniał i role ministerialne, i role polityczne, a w tej chwili
jest pan Onyszkiewicz eurodeputowanym i wiceprzewodniczącym Parlamentu
Europejskiego. Chciałbym na początku zaproponować trzy pytania, nie upieram się
byśmy musieli wprost na te pytania odpowiadać, aczkolwiek powinniśmy mieć te
trzy zagadnienia w głowie. Pierwsze zagadnienie sądzę, że należałoby postawić
tak: UE uczestniczy w globalnej konkurencji, UE w tej konkurencji raczej
przegrywa niż wygrywa, strategia lizbońska miała być tą koncepcją, tym pomysłem,
który doprowadzi, że UE stanie się najsilniejszym ugrupowaniem, a przede
wszystkim zaczęła odrabiać dystans i prześcigać inne ugrupowania. Pytania
pierwsze, które trzeba sobie stawiać zawsze: czy strategia lizbońska w sensie
konceptu, w sensie pomysłu, struktury intelektualnej to jest prawidłowa
odpowiedź wobec, których stoi UE uczestnicząc w globalnej konkurencji? Czy to
jest dobry projekt, czy to jest dobry pomysł? Drugi pytanie jest też oczywiste.
Jeżeli przyjąć, że jest to dobry projekt, a przywódcy UE tak uważają,
zrewidowali pogląd do strategii lizbońskiej w trakcie jej realizacji, ale jednak
ją utrzymali, to pytanie brzmi: dlaczego UE nie radzi sobie z wdrażaniem
strategii lizbońskiej? Gdzie są główne problemy z jej wdrażaniem? Czego brakuje
by powiedzieć, że to jest skuteczne przedsięwzięcie? I trzecie bardzo istotne
pytanie: jakie znaczenie dla Polski ma strategia lizbońska? Jak my możemy i jak
my uczestniczymy w jej wdrażaniu? Jakie działania powinny być w Polsce wdrażane
abyśmy byli uczestnikami tego projektu i to uczestnikami, którzy na tym
projekcie korzystają? Czego nam brakuje, aby mówić o powodzeniu strategii
lizbońskiej w Polsce? To są, jak sądzą, trzy najważniejsze, ogólne wątki, ale
oczywiście nie chcę niczym krępować naszych panelistów, wyjściowych punktów
widzenia. Jeżeli panowie pozwolą to w kolejności alfabetycznej zacząłbym od pana
Mordasewicza.
Jeremi Mordasewicz:
Dziękuję bardzo. Przyznam się, że do dzisiejszego spotkania przygotowałem się w
sposób dosyć wyspecjalizowany. Tzn. bardzo chętnie odpowiem na pytania, które
pan Hausner przed chwilą postawił, natomiast nacisk chciałbym położyć na to co
moim zdaniem jest niesłychanie istotne, czego nie potrafimy na poziomie
operacyjnym rozpracować i co jest ściśle związane z tematem: badania naukowe i
rozwój, o co sobie od kilku tygodni z kolegami rozbijamy głowę. Mówiąc o
kolegach i koleżankach mam na myśli ludzi, którzy działają na styku gospodarki i
środowisk badawczych, i analizują w tej chwili możliwość wykorzystania środków
unijnych właśnie na te cele. Po pierwsze strategia lizbońska, nie ulega
najmniejszej wątpliwości, że kierunek przyjęty przez strategię lizbońską jest
słuszny, natomiast cały problem polega na tym, że ona nie jest realizowana.
Wydaje mi się, że tracilibyśmy czas w tej chwili, gdybym chciał rozwijać idee
strategii lizbońskiej. Powiem tylko jedno: w warunkach globalizacji, pozostanie
przy tradycyjnych obszarach gospodarki, zachowując niski poziom innowacyjności,
nie daje nam szansy w konkurowaniu z innymi obszarami gospodarczymi.
Konkurowanie ceną, przy tak wysokich kosztach pracy w Europie jest niemożliwe.
Każdy dzień daje nam tego dowody. Spory z Chinami o obuwie, o odzież, ale
przejmowanie produkcji coraz to wyżej, przetworzone i szczególnie w tej chwili w
Chinach błyskawiczny wzrost nakładów na badania i rozwój, stanowi dla naszego
obszaru gospodarczego poważne zagrożenie i albo Europa przejdzie do produkcji
dóbr zaawansowanych technologicznie o wysokiej wartości dodanej, produktów i
usług, które mówiąc najprościej dają wysoką rentowność, nie zachowamy takiego
standardu życia, do którego Europa przywykła. Po drugie: dlaczego nie radzimy
sobie z wdrażaniem strategii? Koncepcja Europy, która została nakreślona w
strategii lizbońskiej nie jest zaakceptowana przez państwa członkowskie. Ogromna
część społeczeństw europejskich, nie akceptuje nasilenia konkurencji związanej z
budowaniem jednolitego rynku. Moim zdaniem podstawowym problemem UE w tej chwili
jest to czy nadal będziemy grupą rozproszonych państw i będą wygrywały egoizmy
narodowe czy też pójdziemy w kierunku, zachowując proporcję, takich stanów
zjednoczonych Europy? Większość odpowiedzialności zrzucam na stare kraje, które
nie chcą otworzyć się na konkurencję z nowych krajów członkowskich oferujących
dużo tańszą pracę. Społeczeństwa starych krajów boją się wpuścić przywoływanego
tak często polskiego hydraulika. Ale z drugiej strony my też nie jesteśmy tutaj
bez winy. Jeżeli polski rząd nie chce zdefiniować terminu wejścia do strefy euro,
a jedną z przewag takich obszarów konkurencyjnych jak Stany Zjednoczone nad
Europą to jest wspólny pieniądz, to oznacza, że pogarsza nasze warunki
konkurencyjne. To jest moim zdaniem kardynalny błąd, ponieważ każdy kto ma do
czynienia ze środowiskiem przedsiębiorców wie, że pozbycie się ryzyka kursowego
w momencie wejścia do strefy euro dałoby ogromne korzyści. Obniżenie stóp
procentowych, czyli dostęp do tańszego kapitału, oczywiście zmniejszenie ryzyka
wprowadzenia inwestycji w Polsce, a więc napływ inwestorów zagranicznych. Można
powiedzieć, że same korzyści, ale żeby jednocześnie nie być zagrożonym,
musielibyśmy mieć elastyczny, bardzo rynek pracy. Tylko w tych warunkach
integracja monetarna, walutowa się sprawdza. W związku z tym, boi się tak
naprawdę tego zarówno „stara Europa”, jak i nasz rząd, który nie jest gotów do
zacieśnienia dyscypliny finansów publicznych i do zwiększania elastyczności
rynku pracy. Podstawowym problemem, moim zdaniem, dla którego się nie powiodła
dotychczas strategia lizbońska jest fakt, że część polityk podejmowana jest,
szczególnie polityka gospodarcza, na poziomie Unii Europejskiej, ale polityki
społeczne, polityka rynku pracy, polityka pomocy społecznej czy ubezpieczeń
znajduje się na poziomie narodowym. I UE nie ma w zasadzie wpływu na to co kraje
członkowskie, użyję słowa kolokwialnego, wyrabiają w zakresie polityki
społecznej, polityki rynku pracy. Są cztery modele, niektórzy mówią sześć, ale
generalnie można by powiedzieć, że kraje UE można by podzielić na cztery grupy
krajów, pod względem organizacji rynku pracy, modelu rynku pracy. Wiemy, które
modele przynoszą więcej korzyści, np. model skandynawski, wiemy jakie są
słabości modelu kontynentalnego czy śródziemnomorskiego, ale co z tego, że o tym
wiemy, kiedy np. wśród krajów strefy euro 90 % PKB jest wytwarzanych w krajach o
tych nieelastycznych rynkach pracy, w których funkcjonuje kiepski model
społeczny, a jednocześnie nie ma gotowości do zmian. Tu zauważam nawet pewien
regres, jeżeli chodzi np. o reformę, powiedziałbym fundamentalną, z obszaru
ubezpieczeń społecznych, ponieważ jednym z podstawowych problemów Europy stają
się trendy demograficzne, kiepska sytuacja demograficzna, zwiększająca się
liczba osób pobierających świadczenia i malejąca liczba osób pracujących w wieku
produkcyjnym. Te tendencje się będą pogłębiać i kraje takie jak Niemcy czy
Francuzi nie są w stanie dokonać reformy emerytalnej, a takie kraje jak Polska,
które tej reformy nie dokończyły, bo myśmy w 98 roku wdrażając ją dokonali
czegoś zupełnie wspaniałego, czegoś czego Niemcy i Francuzi nam niesłychanie
zazdroszczą, ale nie postawiliśmy kropki nad „i”, mam na myśli problem młodych
emerytów, możliwości przechodzenia na emeryturę przed osiągnięciem wieku
emerytalnego. I my w tej chwili gotowi jesteśmy zrujnować nowy system
emerytalny, podważając jego główną zasadę, że po przejściu na emeryturę każdy
otrzyma tyle ile do tego czasu włożył w pracę zawodową. Jeżeli tę zasadę
podważymy, a już dla jednej grupy zawodowej to uczyniliśmy, to po prostu cały
system, poprzez wyłączenie kolejnych grup legnie w gruzach. To jest poważne
zagrożenie. W związku z tym ja bym powiedział, jeżeli Europa nie zmieni swego
podejścia, nie mówię o modelu państwa dobrobytu, państwa wysokich zabezpieczeń w
całości, ale jeżeli nie zaczniemy większej wagi przywiązywać do pracy niż do
zabezpieczeń społecznych, to w ramach NPL – u i wcześniej jeszcze pan Hausner
będąc w rządzie tą kwestię podnosił stale, to grozi nam bardzo poważne
niebezpieczeństwo. I tak wygląda to w wymiarze polskim, jak i w wymiarze
europejskim. Jednym słowem, zastąpienie państwa hojnie szafującego świadczeniami
socjalnymi do państwa, które umożliwia obywatelom łatwe zdobycie pracy. A dla
nas przedsiębiorców czytane to jest mniej więcej tak: poczucie bezpieczeństwa,
które jest potrzebne każdemu z naszych pracowników, musi odczuwać, bo
przekroczenie pewnej bariery zagrożenia spowoduje taki dyskomfort, że nie jest w
stanie realizować swoich podstawowych funkcji życiowych i społecznych, a więc to
poczucie bezpieczeństwa musi polegać nie na tym, że stabilizujemy zatrudnienie,
tylko że w momencie, w którym zmieniamy pracę mamy łatwość w pozyskaniu
następnej pracy. Stabilizowanie, usztywnianie zatrudnienia jest w zasadzie
usztywnianiem gospodarki, a w warunkach globalizacji, coraz szybciej
zmieniających się procesach technologicznych jest to po prostu niemożliwe. Mogę
podawać przykłady oczywiście i z obszaru Europy, i z obszaru Polski. Jeżeli
związek zawodowy „Solidarność” w jednym z zakładów w Bielsku – Białej nie zgadza
się na organizację elastycznego czasu pracy, tak żeby można było popracować w
soboty, ściślej mówiąc w co drugą sobotę zachowując czas kodeksu pracy dozwolony
przez kodeks pracy, to oczywiście Polska nie będzie miejscem przyjmującym dużo
inwestycji zagranicznych, bo Słowacy, a od przyszłego roku Bułgarzy i Rumuni
akceptują takie rozwiązania, ale w UE przyjęcie elastycznych rozwiązań, w
poszczególnych państwach wywołuje ogromne konflikty, ogromne napięcie. Gdybym
przechodził do trzeciego pytania: jakie działania powinna podejmować Polska? To
bym powiedział tak: w wymiarze międzynarodowym wszystkie działania, które dążą
do silnej integracji UE. Jestem w pełni przekonany, że zachowanie takiego stanu
jak obecnie, takiego luźnego powiązania z czasem będzie powodowało utratę
przewagi konkurencyjnej nad obszarami gospodarczymi. Albo stworzymy autentycznie
jednolity rynek, z umożliwieniem swobody przepływu towaru, kapitału, usług i
ludzi, to co było zakładane w traktacie konstytucyjnym albo po prostu świat nas
wyprzedzi. Jeżeli chodzi o Polskę to dotychczas prowadziliśmy politykę, która do
jakiegoś stopnia jest kontynuacją polityki z dawnych lat i moim zdaniem z tym
trzeba skończyć. Co przez to rozumiem? Po pierwsze zachwialiśmy relacje między
inwestycjami w przyszłość, czyli chodzi mi o to, że udział wydatków
prorozwojowych, udział wydatków inwestycyjnych, w całości wydatków publicznych
jest zdecydowanie zbyt niski. Udział wydatków o charakterze społecznym jest zbyt
wysoki. Została dokonana analiza, która podaje gdzie możemy znaleźć
oszczędności. Ja wiem, że funkcjonują pewne mity, np. w obszarze środków
adresowanych do bezrobotnych nie ma oszczędności, w obszarze środków na pomoc
społeczną, w obszarze środków adresowanych do dzieci i młodzieży nie ma środków,
nie ma możliwości oszczędności, mamy dwa tytuły, które mogą spowodować
oszczędności, tzn. wygenerować środki, które moglibyśmy przesunąć w kierunku
inwestycyjnym, prorozwojowym – to jest obszar rent i emerytur. O ile w obszarze
rentowym poczyniliśmy już ogromne postępy, wydaje się ponad dwa razy mniej rent,
w obszarze rentowym postępy są znaczne, rocznie przyznaje się ponad dwa razy
mniej rent niż przed kilkoma laty. O tyle w obszarze emerytur sytuacja jest
tragiczna. Co roku przybywa nam około 50 tysięcy ludzi korzystających albo z
wczesnych emerytur, albo ze świadczeń, albo z zasiłków przedemerytalnych. To
brzmi brutalnie, ale to kosztuje budżet państwa 20 miliardów złotych, a te
środki powinny być przeznaczone na działania inwestycyjne, najprościej mówiąc te
pieniądze powinniśmy wydawać na rozwój infrastruktury, przy realizacji której
pracowaliby ludzie i otrzymywaliby wynagrodzenie, a nie młodzi,
czterdziestoparoletni emeryci. Nas po prostu na taką politykę nie stać, to jest
polityka będąca kontynuacją tego co działo się już od początku lat
dziewięćdziesiątych. To jest zmiana, z kolei, w obszarze finansów publicznych. I
jeżeli chodzi z kolei o gospodarkę – to jest ostatnia sprawa. Uważam, że
samobójczą jest polityka podtrzymywania, czy dofinansowywania tradycyjnych
sektorów gospodarki pod pretekstem zachowania miejsc pracy. To co się dzieje
sektorze publicznym nie służy zachowaniu miejsc pracy, tylko podtrzymaniu
relatywnie wysokich wynagrodzeń w sektorze publicznym. Tak naprawdę, dokonując
transferów ze sfery nowoczesnej gospodarki ograniczamy możliwość jej rozwoju, a
jednocześnie środki transferujemy do przedsiębiorstw, które nigdy dużej wartości
dodanej, wysokiej rentowności, wysokiej stopy zwrotu kapitału nigdy nam nie
dadzą. I to się wszystko odbywa pod pretekstem zachowania miejsc pracy w
górnictwie, energetyce. To jest po prostu nieprawda, tam chodzi o utrzymanie
zarobków. Jeżeli w kopalniach zarabia się, górnictwa węgla kamiennego, dwa razy
średnią krajową, jeżeli w taki KGHM – gdzie zarabia się po 6 tysięcy złotych, a
jednocześnie naukowcy, badacze, ale również chirurdzy zarabiają połowę tego, to
tego typu państwo nie ma szans na dynamiczny rozwój. Najprościej mówiąc, trzeba
odejść od tego kultu, umownie mówiąc pracy fizycznej, z którym mieliśmy kiedyś
do czynienia, który oczywiście w ogromnej mierze w latach dziewięćdziesiątych
uległ zmianie. Każdy z nas widzi gołym okiem, że zmiany nastąpiły w tym obszarze
ogromne, ale który nadal w mentalności ludzi i w decyzjach polityków przetrwał.
A co do kolejnych instrumentów, rozumiem, że przejdziemy, bo ja chciałem się z
państwem dzisiaj podzielić przemyśleniami dotyczącymi tego obszaru wyraźnie,
badań, rozwoju i przedsiębiorczości.
Janusz Onyszkiewicz:
Jeżeli myśleć, proszę państwa, o tym co było jedną z przyczyn tego wielkiego
sukcesu Europy, który sprawił, że zdominowała prawie cały świat przez tak długi
czas, to chyba jednym z takich elementów jest to, że w Europie wynaleziono
naukę. Oczywiście nie znaczy to, że nie było wiedzy astronomicznej czy wiedzy
matematycznej, czy w Indiach, czy w Chinach, ale np. ta wiedza matematyczna była
taka, że tam wiadomo było, że jak się weźmie trzy kawałki, jeden będzie miał
trzy jednostki długości, drugi cztery a trzeci pięć to się z tego ułoży trójkąt
prostokątny. Ale to Grecy dopiero wymyślili, że to można udowodnić i w Grecji
powstał pierwszy wielki instrument naukowy, jakim jest robienie modeli
matematycznych tego świata. To był system Ptolemeusza. Do tego się dołożył drugi
element, który się pojawił w nauce, tzn. pojawił się na świecie, w późnym
okresie Odrodzenia i była to metoda weryfikacji hipotez przy pomocy dobieranych
eksperymentów naukowych. Te dwie rzeczy sprawiły, że nastąpił niesłychany
wybuch. Kiedyś jak się Einsteina spytano jak to się stało, że te dwie rzeczy
zostały wynalezione w Europie i połączone to napisał w takim słynnym liście, że
niewiadomo dlaczego to się stało w Europie, a nie np. w Chinach, natomiast jest
to niesłychanie intrygujące, dlaczego to się w ogóle stało. Otóż to było właśnie
to był wielki wkład Europy do cywilizacji, on sprawił, że Europa przez parę
setek lat dominowała w świecie, dlatego że nauka natychmiast się przekładała na
rozwój techniczny, na rozwój technik i przemysłowych, i bądźmy szczerzy także
technik wojskowych. W dwudziestym wieku sytuacja zaczęła się zmieniać, nie będę
w tej chwili już tej całej historii przeciągał, ale myślę, że trzeba sobie jak
gdyby powtórzyć to o czym wszyscy wiemy, a mianowicie, że dzisiaj sytuacja jest
niestety odmienna. Tak to jest, proszę państwa, że jeżeli się weźmie pod uwagę
ilość publikacji naukowych to Europa ciągle jest na pierwszym miejscu, to jest
tam chyba 38 %, a w Stanach Zjednoczonych się chyba produkuje coś koło 40 %
publikacji naukowych, więc wydawałoby się, że może nie jest źle. Jeżeli chodzi o
ilość cytowań to jest tak samo, ale jeśli chodzi o te największe osiągnięcia
naukowe, których wyznacznikiem są nagrody Nobla czy w chemii, czy w fizyce to
tutaj równowaga jest całkowicie zachwiana. Większość zdecydowana tych nagród
wędruje do Stanów Zjednoczonych. I oczywiście można się zastanawiać dlaczego się
tak dzieje, ale także i częściowo dlatego, że ogromna rzesza europejski
naukowców pracuje w Stanach Zjednoczonych. W USA szacuje się, że pracuje około
400 tysięcy europejskich naukowców. Dlaczego tak jest? Oczywiście można
powiedzieć – znacznie wyższe zarobki, ale nie tak zupełnie do końca, dlatego że
naprawdę ogromny skok można zaobserwować w przypadku ludzi wybitnych, no ale
iluż tych niezwykle wybitnych wśród tych 400 tysięcy może być? 2 tysiące, 3
tysiące? Jeśli chodzi o resztę to jest rzeczywiście różnica finansowa, ale nie
taka gigantyczna, zważywszy na to, że w Europie jest inny styl życia, inny
system życia, zabezpieczeń społecznych, inaczej się wydaje te pieniądze, w
związku z tym niejako pensja europejska, nawet jeżeli nominalnie niższa, to
umożliwia zupełnie niezły standard życia. Powód jest taki, że tam są znacznie
lepsze warunki pracy. Tam się zainwestowało po prostu w ogóle naukę. Myślę, że
to jest też powodem, dla którego gospodarka amerykańska rozwija się tak szybko.
A gospodarka europejska staje przed kolejnymi wyzwaniami. I tutaj pan
Mordasewicz oczywiście bardzo słusznie powiedział, że nasza gospodarka nie może
się mierzyć z gospodarką chińską przez taniość pracy. Nie może się, zresztą jak
to zobaczył Patocznik, komisarz do spraw nauki, nie może się też próbować
ratować tym, że będzie zaniżać standardy ochrony środowiska, bo nawet jak byśmy
chcieli, a nie powinniśmy, to i tak nie przebijemy tutaj Indii. W związku z tym
mamy jak gdyby tylko jeden sposób, żeby tę gospodarkę rozwijać, mianowicie żeby
rozwijać ją jako gospodarkę opartą o wiedzę i o wysokie technologie. Czy UE jest
tego świadoma? Jest świadoma, to jest właśnie ta strategia lizbońska, o której
mówił pan profesor Hausner, jak i pan Mordasewicz, w związku z tym nie był to
pomysł zły, tyle, że dzisiaj on już wygląda trochę śmiesznie. Porównuje się go
do tego co swego czasu Chruszczow zapowiadał: dogonimy i przegonimy. Gdzie się
Związek Radziecki po tym okresie znalazł to wiadomo, a UE mając ten horyzont
czasowy dogonienie i przegonienia pod względem innowacyjności gospodarki
amerykańskiej, atrakcyjności w roku 2010 znajduje się w sytuacji trochę
żenującej. Skąd to się wzięło? Ano wzięło to się stąd, że strategia lizbońska,
chociaż wszystkie rządy się na nią zgodziły, to nie miała żadnej mocy sprawczej.
Nie było żadnego przymusu tutaj. To była taka deklaracja polityczna rządów, ale
w zasadzie zostało to wszystko zcedowane na rządy, a rządy z powodów, o których
mówił częściowo pan Mordasewicz na podnoszenie środków czy utrzymywanie środków
na odpowiednio wysokim poziomie. Chociaż UE postawiła sobie za cel by we
wszystkich krajach przynajmniej 3 % PKB przeznaczyć na badania i rozwój, to
tylko dwa kraje UE te kryterium spełniły, mianowicie Finlandia i Szwecja. W
innych krajach, takich jak np. Wielka Brytania czy Francja ten poziom jest
niższy, a i tam spora ilość środków, bądźmy szczerzy idzie na badania wojskowe,
które niekoniecznie muszą mieć przełożenie, nawet pojutrze na jakieś efekty
czysto gospodarcze, jeżeli nie liczyć, oczywiście, takiego niebagatelnego
obszaru jakim jest produkcja i eksport uzbrojenia. UE będzie musiała zmierzyć
się z tym problemem, inaczej po prostu padniemy. O tym świadczy chociażby
dyskusja z okazji zalewu rynku UE tanimi tekstyliami z Chin, czy ostatnio
obuwiem z Chin. W dyskusji z Chińczykami podnosi się cały czas taką kwestię, że
skoro reguły WTO, Światowej Organizacji Handlu, wymagają otwierania rynków i
związku z tym Chińczycy mają pewien dobry argument, to nie można tych reguł
traktować wybiórczo. Trzeba w związku z tym rynki chińskie czy hinduskie
otworzyć na produkty wysokich technologii i skończyć z piractwem. Widać tutaj,
że jeżeli będziemy chcieli utrzymać te wszystkie warunki z WTO i mówimy tu
jeszcze o rundzie z Doha, a więc w ogóle o otwieraniu rynków, nie tylko na
produkty przemysłowe, ale w ogóle. To UE znajdzie się po prostu w sytuacji
fatalnej. I teraz co można tutaj zrobić? No jest właściwie taki mechanizm, który
do tej pory nie działa albo działa za słabo, a mianowicie w UE nie można dotować
przemysłu. Państwo, z bardzo ograniczonymi wyjątkami, nie może dotować
przemysłu, ale może dotować naukę. W związku z tym tu by się pokazywała pewna
furtka, dzięki której można by naukę rozwijać. Pytanie czy to w ogóle się uda,
to pytanie odrębne. Jest taki problem, z którymi Stany Zjednoczone zaczynają się
pomału borykać, który dla nas stwarza pewne możliwości, mianowicie w USA spada
ilość osób, które się kształcą na kierunkach technicznych, na kierunkach nauk
ścisłych. Już kilkadziesiąt procent ludzi pracujących w tych zawodach, znaczy w
nauce jest spoza USA. My może jesteśmy opóźnieni, ta tendencja nas może nie
dotknęła, ale myślę, że można by tutaj coś zrobić. I tutaj zrobię na chwilę
przeskok do Polski. Pewna jest ilość badań, które można by robić w Polsce, np.
pewną ilość badań podstawowych. Pewna ilość nauk podstawowych jest niesłychanie
kosztowna, niesłychanie kosztowna jest np. fizyka, która jest konieczna do
rozwoju np. materiałów rozmaitych itd. Sama jedna inwestycja w taki super
akcelerator Synchrotron pod Oksfordem ma kosztować 500 milionów euro. Ale fizyka
to jest nauka dosyć szczególna, szczególnie kapitałochłonna, ale i szczególnie
istotna. Przed wojną się mówiło o Polsce, że ma na eksport dwie rzeczy: węgiel i
matematykę. Otóż matematyka ciągle jest jeszcze bardzo tania, trzeba mieć tylko
kawałek papieru, może lepiej jest mieć komputer, ale wystarczy kawałek papieru,
ołówek, biblioteka i już. (jeszcze głowę, jeszcze głowę) No bagatelka,
jeszcze jest potrzebny ten niewielki dodatek. I myślę, że tutaj jest dla nas
pewna szansa i myślę, że tutaj tę szansę już widać. Czysta matematyka nie jest u
nas jakoś dostrzegana i rozwijana, ale taka część, która jest blisko związana z
matematyką jak informatyka, zaczyna u nas odnosić pewne sukcesy. Polscy
informatycy zaczynają uchodzić za najlepszych na świecie i rozmaite firmy
informatyczne tutaj w Polsce inwestują i można w związku z tym pójść tutaj
dalej. Myślę, że warto by tutaj powiedzieć o jeszcze jednym: dlaczego warto
inwestować w badania podstawowe? I myślę, że na to się nie zwraca dostatecznej
uwagi, może ja mam po prostu jakieś skrzywienie zawodowe, bo sam jestem
matematykiem, ale w końcu matematyka wydawała się jakaś czysta, w końcu gałąź
matematyki logicznej znalazła jakieś uzasadnienie, że tak powiem i zastosowanie
w budowie komputerów, a swego czasu w fizyce dokonano takiego odkrycia jakim był
laser, który się wydawało nie ma żadnych zastosowań praktycznych. Mówiło się, że
to wspaniałe odkrycie, które czeka na problem. No więc, wiadomo już teraz jak by
wyglądał świat bez lasera, w związku z tym pewien problem, przed którym stoimy,
i w którym kierunku to można pójść to właśnie badania naukowe. Ale teraz
przechodzę do Polski i pewnych zagrożeń, które się wiążą z tym programem, który
mam nadzieje w UE zostanie nie tylko zapisany na papierze, ale zostanie
wdrożony. I myślę, że znajdą się na to większe środki. W tej chwili dyskusję,
jaką prowadzimy między Parlamentem Europejskim a Radą Europy, pomiędzy tymi,
którzy muszą także rozstrzygnąć o tym, że trzeba dać więcej pieniędzy, to w
gruncie rzeczy jest to dyskusja o więcej pieniędzy także i na rozwój, może się
to uda. Dlaczego jest pewne zagrożenie dla Polski? Otóż zagrożenie jest takie: w
tym całym myśleniu o programie naukowym, mówi się, że trzeba po prostu środki,
które będą w ramach tego programu, np. przez UE wydzielane, to powinny iść na
takie centra doskonałości, i że tam trzeba koncentrować badania naukowe, trzeba
tam duże środki przeznaczać po to żeby rzucić wyzwanie takim ośrodkom jak MIT
czy jakimś tam jeszcze innym. Tu jest pewne niebezpieczeństwo, że Polska
zostanie całkiem na boku, że wśród tych „centers of excellence” nie znajdzie się
żaden ośrodek z Polski. Pójdzie do Oksfordu, do Cambridge, to są dwa ośrodki
uniwersyteckie, które są najwyżej w rankingach światowych, z Europy, chociaż są
niżej niż amerykańskie. Amerykańskie i długo, długo nic, potem można by jeszcze
dołożyć kilka francuskich i niemieckich i na tym się prawdopodobnie skończy.
Wobec tego trzeba by było zabiegać o to, ażeby kryterium była nie tyle zdolność
do prowadzenia badań w chwili obecnej, tylko po prostu zdolność do prowadzenia
wydajnych i pożytecznych badań. Zdolność po ewentualnym dofinansowaniu, a więc
pewna potencjalna zdolność. Innymi słowy pewnie czekać nas będzie jeszcze jakaś
batalia w UE i to na kilku frontach. Pierwszy front to będzie batalia po prostu
o to, ażeby było więcej środków na naukę europejską, o to żeby były też środki
na badania podstawowe, żeby tego nie zgubić, żeby były środki na naukę, po to
żeby nauka europejska była zasilana coraz to nowymi ludźmi, którzy nie będą
uciekać, którzy znajdą swoje miejsce w Europie, uznają za sensowne, dla ich
życiowych planów pozostanie w Europie. No i wreszcie batalia o to, że te środki
kiedy wreszcie się pojawią, żeby także jakoś częściowo spłynęły do Polski.
Dziękuję bardzo.
Jerzy Hausner:
Mamy dwa wprowadzające wystąpienia i teraz zachęcam państwa nie tylko do
zadawania pytań, ale i do wypowiadania się, do przedstawiania własnego
stanowiska.
Głos z sali:
Chciałam zapytać czy w sytuacji górników, czy ktoś z tymi górnikami próbował
przeanalizować sytuację pod różnymi kątami, żeby szukać jakichś rozwiązań, a nie
tak po prostu poddać się tej brutalnej sile, tej sile nacisku. Myślę, że te
rozmowy były prowadzone, może nie w taki sposób w jaki myśmy to sobie
wyobrażali, chcieli. Nie wszystkie elementy tego problemu zostały wyczerpane.
Głos z sali:
Jestem z zawodu informatykiem, więc reprezentuje wysoko zaawansowane
technologie. Pracowałem AT&T i w Siemensie 4 lata. Także mam ogląd sytuacji
zarówno od strony Brukseli i tych największych koncernów. Chciałbym powiedzieć,
że sytuacja wygląda bardzo niesprzyjająco, co zresztą widać gołym okiem, ale ja
bym się pokusił o pokazanie kilku takich dosyć charakterystycznych sytuacji.
Może zacznę od projektu, który aktualnie jest realizowany. On został wdrożony w
ramach takiego instrumentu europejskiego, mianowicie rozporządzenia. Bo
generalnie można powiedzieć, że istnieją dwa instrumenty, które stosuje UE, po
pierwsze wydaje akty prawne, więc jest to jakaś regulacja, która ma skutki
prawne dla krajów członkowskich i drugi element jest taki, że UE prowadzi swego
rodzaju ranking i poprzez kontakty rządowe steruje w ramach programów różnego
rodzaju finansowaniem. Np. w ramach PHARE czy innych przedsięwzięć unijnych. Ten
program, który ja realizuję dotyczy wysoko zaawansowanych technologii związanych
z bezpieczeństwem elektronicznym, a mianowicie wprowadzenia podpisu
elektronicznego i szyfrowania na kartach z mikroprocesorami. Jednym z takich
zastosowań są systemy transportowe. Otóż urządzenie, które zostało wprowadzone
rozporządzeniem unijnym z czerwca 2002 roku mogło już być w Polsce realizowane
od tego roku 2002. tymczasem Polska przystąpiła do tej realizacji praktycznie w
roku 2005. i minister właściwy do spraw transportu, jak to określają
rozporządzenia unijne, podjął działania dopiero wtedy, więc można sobie
wyobrazić w jakiej sytuacji znajduje się Polska i cały mój zespół, który
realizuje ten projekt, a ma obowiązek do zrobić do maja. A dotyczy to nie tylko
obecnego rządu, o którym wolałbym się nie wypowiadać, ale także i poprzedniego.
Także jest to pewien problem. Druga rzecz to jest kwestia tego jak to
funkcjonuje w samej unii. Każdy kto miał kontakty, uczestniczył w komitetach
unijnych wie, że poziom nie zawsze jest wysoki i to co jest w przemyśle w firmie
Siemens, o której już mówiłem, nie przekłada się na komitety, które się tam
zbierają, od strony technicznej co tam zostało stworzone. I też mówię na
konkretnym przykładzie projektu, który prowadzę, daleko odbiega od standardów
międzynarodowych, choćby z uwagi na to, że jest zaprzęgnięta wysoko zaawansowana
technologia w chipie, czyli w stronie mikroprocesorowej, natomiast czujnik,
który przesyła sygnał do mikroprocesora da się obejść. Czyli to bezpieczeństwo
jest żadne, ponieważ cały tor transmisyjny jest do obejścia. Jest to pewna
słabość, która jak sądzę, jest właściwa dla całej UE. Gdzie są źródła tego,
przede wszystkim trzy i była o nich mowa. Na pewno to jest niski poziom
zatrudnienia. Unia w programie lizbońskim postawiła sobie za cel 70 %, w tej
chwili jest 62 %. Drugą kwestią jest oczywiście wydajność, która jest
katastrofalna, a w niektórych krajach nawet nie 25, ale i 15 – mówię tu o
Włochach. Też ona niedaleko odbiega od krajów niedawno przyjętych do UE. No i
wreszcie trzecia rzecz, też była o tym mowa – to jest kosztowny system
emerytalny. Środki zaradcze tutaj powinny iść w kierunku, po pierwsze jeżeli się
weźmie sytuacje z jaką miałem do czynienia w Komitecie Badań Naukowych, że
minister, a konkretnie podsekretarz stanu, który odpowiadał za informatykę, był
człowiekiem z gabinetu politycznego ministra Mikolskiego, to on nie był w żadnym
stanie podejmować decyzji merytorycznych. I to nie była jakaś tajemnica dla
środowiska informatycznego, bo w prasie ciągle była mowa, że Jasiu odejdź, nie
zawracaj głowy – między innymi Komputerland o tym pisał. A więc osoby, które
zajmują się konkretnie wysokimi technologiami nie mogą absolutnie podlegać
weryfikacji politycznej, jako tej nadrzędnej, muszą być kompetentne. O tym się
mówi stale, ale to nie jest realizowane, niezależnie od tego jaki jest układ
polityczny i kto rządzi. Następnie jest kwestia badań podstawowych z wynikami,
które mogą być wdrożone do przemysłu. Więc tu sytuacja jest taka: mamy szanse.
Pracowałem w USA i wcale nie czułem się gorzej jako informatyk, nie czułem się
białym Murzynem, obok mnie siedzieli ludzie prawie z całego świata i
pracowaliśmy jak równi z równymi, więc informatycy w Polsce rzeczywiście mają
szansę, ale to też oznacza, że musi być stworzony mechanizm przekładania tego co
oni wymyślają i co tworzą w Polsce, a nie zagranicą. Sytuacja taka, że Polacy
okazują się dobrzy zagranicą, oni powinni okazywać się dobrzy, ale w Polsce i
powinni być w stanie przenosić to co tworzą na warunki polskiego przemysłu. To
jest rzecz absolutnie kluczowa. Koszty wyposażenia warsztatu informatyka, w tym
także i badań podstawowych, przenoszą się natychmiast na aplikację przemysłową.
Też jest kwestia tego jak są ustalane ceny na produkty. Też podam przykład z
własnego doświadczenia. Karta chipowa, która ma być produkowana w Polsce, jej
rozpiętość w UE jest od 20 euro do 150 euro, 20 dofinansowane przez rząd
hiszpański i 150 w Hiszpanii. Tak więc pytanie ile ona powinna kosztować w
Polsce? Oczywiście zależy od tego jaki jest mechanizm inwestycyjny, czy było to
partnerstwo publiczno – prywatne, czy też wszystkie środki zostały włożone przez
jakąś firmę. Akurat w Polsce wyłożyła firma 100 %, spółka 100% skarbu państwa,
ale te środki powinny być przekładane na to ile ta karta kosztuje. Otóż ja w
rozmowie z jednym z ważnych dyrektorów Ministerstwie Transportu usłyszałem: „to
najwyżej nie będą kupowane”. To jest sytuacja nie do przyjęcia, bo tutaj nie
mamy żadnego mechanizmu ekonomicznego. Mamy czystą ideologię, za chwile związki
zawodowe, o których była mowa upomną się, że ma być darmo, więc cała ta
technologia natychmiast upadnie pod wpływem decyzji czysto administracyjnych. I
wreszcie ostatnia rzecz, że jak mówimy o UE to wiemy, że ta unia nie jest
jednorodna, ze oprócz starej „15” i nowej „25” mamy też taką sytuację, że duże
koncerny, między innymi te, o których wspominałem, Polskę traktują jako kraj
tranzytowy. W tym znaczeni, że Polska może być bardzo ważna z punktu widzenia
innych rynków, chciałbym zwrócić na to uwagę, np. rynków krajów, które mają
wejść do UE. To jest nasz szansa i z tym możemy się przebijać, jeżeli w
europejskim podziale pracy Polska wykonywałaby złożone technologie
informatyczne, opierając się głównie na softwarze, to jesteśmy w stanie działać,
jako unia, na rzecz tych krajów, które mają wstąpić, może to być np. Ukraina,
może być Rumunia, zresztą obserwatorzy z tych krajów, czy z Bułgarii, występują
jako obserwatorzy w Brukseli. I tutaj mamy szanse realizować coś, gdzie jesteśmy
potrzebni unii, i to nie tylko jako narzędzie, ale coś zupełnie niezbędnego w
tym procesie, a więc to może mieć duże znaczenie. Mówię to też z własnego
doświadczenia, bo mnie wielokrotnie pytano, ponieważ mają trudności specjaliści
unijni jeżeli chodzi o znajomość języków, więc stąd np. zainteresowanie Ukrainą,
którą niektórzy w Brukseli nazywają Chinami Europy, ale mówią: „my nie znamy
rosyjskiego a Polacy tak, więc może nam pomożecie”, więc tu jest jakaś szansa.
Polska miała problemy przez wiele lat z tym, że była położona między Wschodem a
Zachodem, więc wszelkie problemy natury militarnej się musiały przetoczyć przez
Polskę. W tej chwili Polska może być tranzytowa w sensie technologii i łączenia
rynków wschodnich, dużych rynków, o dużej pojemności wraz z UE. I to by było
mniej więcej co w tej chwili chciałem powiedzieć.
Głos z sali:
Chciałbym nawiązać krótko do trzech wyjściowych pytań, zwracając uwagę na jeden
aspekt, dotychczas mniej tu eksponowany. Proponuje by niezależnie od tych
wszystkich myśli, sugeruję byśmy skupili się tu na propozycji pana profesora,
tym głównym nurcie 3 pytań, aby nie stała się to debata o wszystkim i niczym.
Pierwsze pytanie – UE w globalnej konkurencji, zmodyfikowałbym to do region
europejski w globalnej konkurencji, a nas interesowałby naturalnie polski region
w globalnej konkurencji. Jak wiadomo Europa coraz bardziej staje się Europą
regionów, tutaj pan miał na myśli, mówiąc o zróżnicowaniu Europy, o
zróżnicowaniu wielkich organizacji gospodarczych, to jeszcze silniej występuje w
przypadku regionów. Nie znajdziemy jednej generalnej odpowiedzi, jednego
uniwersalnego instrumentu, ale patrzenie przez pryzmat regionów może nam dać
jedną z tych wielu możliwych odpowiedzi. Dlaczego UE jest mniej niż
oczekiwaliśmy efektywna jeżeli chodzi o strategię lizbońską, a to jest
oczywiste? Ale także to już kluczowe dla nas dzisiaj pytanie: jaka winna być
reakcja Polski, w globalnej konkurencji? A mówiąc bardziej ściśle, moim zdaniem,
wręcz kto poprowadzi polskie regiony do strategii lizbońskiej i do rozwoju w XXI
wieku? Ja już przeżyłem te swoje marzenie o polskich samorządach negatywnie, ale
może kilka słów o powiązaniach nauki z gospodarką. Trzeba widzieć to
zdecydowanie bardziej przestrzennie, jeśli padła tutaj taka obawa, przestroga,
że w nowej strategii, w nowym okresie budżetowym unii będzie większa
koncentracja, przynajmniej w zamierzeniu, na środkach, na tych regionach i
centrach wiodących dla skali UE, to może warto pomyśleć, jak tutaj pan prezes
mówił przykładowo, trafnie o matematyce także szerzej. No więc w szczególności,
nie nauka rozproszona, naturalnie hasło: „w każdej gminie wyższa uczelnia”, to
co zaczęło być niepokojąco przerażające, a w związku z tym, że jest to troszkę
dochodowe przedsięwzięcie, zatem ja już nie będę rozweselał państwa mówiąc w ilu
to kolejnych niewielkich ośrodkach powstają nowe szkoły menedżerskie. Poziom
tego jest rozpaczliwy, nie bardzo wierzę, by nowa ustawa o szkolnictwie wyższym
trend ten zahamowała. Nie sugeruję działań administracyjnych, ale jedną z
możliwości, zapewne nie wyłączną. Byłoby, tu bym zmierzał do pewnej konkluzjo –
propozycji do ewentualnej dyskusji, dziś lub kiedyś, może w jakiejś przyszłości,
widziałbym na pytanie: no kto prowadzi Polskie regiony odpowiedź: jakie regiony?
Znowu powiem, że oscylując wokół koncepcji Edwarda Gierka 49 województw, a nie
zrealizowanymi koncepcjami, powiedzmy 12 województw, skończyło się na ich
większej liczbie. Chciałbym postawić taką analogię historyczną: czy Polska
Krzywoustego, oparta o historycznie ukształtowane wielkie prowincje polskie, czy
też Polskę rozdrobnienia dzielnicowego z Księstwem Sieradzkim, Łęczyckim,
Koszalińskim – „jakie cudne” śpiewał pan prezydent Kwaśniewski itd. Czyli krótko
mówiąc: województwo w każdej gminie czy może nieliczne silne, na początku,
związki samorządowych województw, które następnie ewoluowałyby, ja rozumiem, że
moja wypowiedź działa pod prąd marzeniom i ambicjom lokalnym, ale gdyby przyjąć
koncepcję polskich silnych regionów samorządowych, które ewoluowałyby w
kierunkach ustrojowych zbliżonych do niemieckiego landu. Mnie ta koncepcja by
odpowiadała. W związku z tym naturalnie pytanie: jaka tu jest rola w absorbcji
nauki? Taka, że ja bym z kolei widział potrzebę sięgnięcia po, może nowe w
polskich warunkach określenia byłyby jakoś nośne w gruncie rzeczy jest to
zmodyfikowana idea centrów doskonałości, w postaci amerykańskiego technopolis.
Czyli idea byłaby w skrócie taka: polskie dziecko zapytane no jakie są polskie
historyczne prowincje? Odpowie: Pomorze, Wielkopolska, Śląsk, Małopolska,
Mazowsze, no i jeszcze powie Podlasie z Mazurami. Czyli 6, czyli 6. natomiast
proponowałbym z kolei by likwidując powiaty, nazwać, może dotychczasowe
województwa, a nawet troszkę tam je modyfikując, subregionami. Ja rozumiem, że
to co powiedziałem jest czymś mało popularnym, bo nowe województwo oznacza
kilkadziesiąt nieźle płatnych stanowisk w terenie plus okazje do wyrzynania się
kolejnych działaczy. Nie chcę rozwijać szerzej, ja te problemy, „te”, tzn. w
szczególności problematykę funkcjonowania samorządów, rozwoju regionalnego badam
od dawna i zajmuję się edukacją w tej dziedzinie. Mam niekiedy gorzkie
doświadczenie wszystkimi państwu znane. W Opolu cała władza siedzi, dalej – jak
ja kiedyś traktowałem jak wielką „atrakcję”, jako coś dziwnego, że tam w
Bartoszycach pojawił się jakiś radny, który z aresztu chciał dalej prowadzić
swoje funkcje. Ja to opisałem ze zdumieniem, bo on jest aresztowany, on ma dalej
prawa. To zostało przebite prezydentem Gorzowa czy w Piotrkowie Trybunalskim,
jeszcze gdzieś, tak więc proszę państwa na tym bym skończył. Sądzę, że jednym z
aspektów jest potrzeba silniejszego akcentu na rozwój regionalny, nie
umniejszając tych innych aspektów, o których tutaj powiedziano. Dziękuję bardzo.
Głos z sali::
Walter Żelazny, antropolog kulturowy, nauczyciel akademicki, profesor. Panie
profesorze, panie przewodniczący. Proszę państwa, od początku wiedziałem, że
zacznie się pewna plątanina, ponieważ zestrukturyzować problem i trzymać się
pewnej dyscypliny jest trudno, szczególnie kiedy mówimy o strategii lizbońskiej
i mamy 300 tysięcy różnych wizji na ten temat. Tak czy inaczej, muszę państwu
powiedzieć, że część Europy do strategii lizbońskiej jest przygotowana
mentalnie, część nie jest przygotowana. Polska np. nie jest przygotowana.
Pomijając w ogóle ideologię strategii lizbońskiej, o której pan przewodniczący
Onyszkiewicz powiedział, że może się kojarzyć z wycieczką z motyką na Księżyc,
czyli podbiciem świata, tak jak to Chruszczow kiedyś sobie widział. Ponieważ te
wszystkie strategie lizbońskie w strukturze Europy, która obecnie istnieje, są
pobożnymi życzeniami i nie przekładają się na to, żeby można je było zrealizować
wspólnie w UE, ponieważ każde państwo musi sporządzić sobie tą strategią
lizbońską. Np., że życie naukowe powinno być jawne. Do dnia dzisiejszego, ja nie
mówię o tych co chcieliby sobie z więzienia porządzić gminą, ja mówię o
profesorach. Otóż państwo wiedzą jak hamujący dla polskiej nauki procesem jest
przyznawanie współcześnie tytułów habilitacyjnych, że to wszystko się wciąż
odbywa w tajemnicy. Jest to żenujące. Nie można wejść na salę – to wszystko sądy
jakieś kapturowe, tajne to wszystko, gdzieś jakieś 60 komisji do potęgi drugiej,
nie mówić już o tym, że nie można się doczekać by profesorzy jawnie przedstawili
swój dorobek naukowy. To na tym poziomie w ogóle nie ma sensu by rozmawiać na
temat strategii lizbońskiej, bo żeby rozmawiać o strategii lizbońskiej musimy
najpierw rozwiązać te problemy. To jest tak w towarzystwie profesorów. To teraz
sobie państwo wyobraźcie jak to musi wyglądać w towarzystwie polityków, których
wybiera nasz Naród. Nasz Naród najczęściej prymitywno – katolicki, przy
największym szacunku dla ludzi, którzy są pobożni i dla ludzi, którzy są
wierzący, to nie może wysłać porządnej reprezentacji, tylko się czasem trafi
jakiś przypadek profesorka Geremka czy Onyszkiewicza, ale średnia statystyczna
nasza jest przerażająca. Przecież ci ludzie nic nie rozumieją o co chodzi w
nauce, a co dopiero żeby zrozumieli to w konspekcie europejskim czy globalnym.
To tyle na marginesie tych moich mini rozważań, które dotyczą samego naszego
kraju i podejścia do zagadnienia. Po prostu nie jesteśmy przygotowani mentalnie
do podjęcia tego tematu. Natomiast jeżeli chodzi o Europę, to cała tragedia
polega na tym, że Europa, pomijając to, że nie jest federalną, a już dawno
powinna być federalną, stąd nie można dorobić się pewnych strukturalnych
rozwiązań, jakie mają np. USA czy Niemcy Zachodnie, jak tu pan powiedział – to
jakby pomijam ten aspekt, trzeba sobie powiedzieć taką rzecz, że po prostu ta UE
jest rozleniwiona. Przecież to co się robi z Niemcami, ja nie mówię tutaj o
dawnym NRD, czy Francuzami, czy Belgami, którzy nie pracują, to przecież ci
ludzie... znowu paradoksy, to przecież wiedzą eurodeputowani – dotacja do jednej
krowy w UE wynosi więcej niż życie rolnika z całą rodziną przez rok w Albanii.
Na każdym kroku mamy te wszystkie paradoksy. Do tego dochodzi zmiana koncepcji
strategii ryzyka jednostki w społeczeństwie. Tak samo ważna jak nowe lasery.
Jeżeli utrzymujemy politykę socjalną, żeby wciąż mieć wybranych tych samych
ludzi, typu Chirac czy tam powiedzmy inni, to przecież to całe górnictwo w
Polsce też się wzięło od chęci pozostania przy korycie pewnych polityków, no to
rzecz jasna będziemy mieć sytuację, w której nakłady na świadczenia socjalne
niczym nieuzasadnione i wciąż niby w imię wartości europejskich. Jakich
wartości, skoro bezrobotni w Niemczech i we Francji mówią, że to są pieniądze
niemieckie i francuskie, ale może śmiało do końca życia przeżyć w dobrobycie,
nic nie robiąc? A przecież wiemy, że tak jest i na to potrzeba pieniędzy.
Przecież wiemy bardzo dobrze, że system emerytalny, w tej chwili, zagubi całą
Europę. Proszę państwa, nie wiem, w którym miejscu można to wszystko zacząć
reformować. Teraz w trzecim punkcie podchodzę do istoty całego zagadnienia.
Oczywiście zgadzam się z państwem, że jeżeli cokolwiek Europa może zaoferować
współczesnemu światu, to ścigać się ze Stanami Zjednoczonymi w nauce, w
innowacjach naukowych, w tworzeniu tych, jak to Francuzi nazywają „innovation”.
Proszę państwa, czy jest możliwe to wyścigiwanie się, oczywiście jest możliwe,
coś tam można zrobić w teorii, natomiast w praktyce jest już coraz cięższa
sytuacja, ponieważ możliwość przeniesienia pomysłu technologicznego i
technicznego do realizacji, czyli te innowacje techniczne, które wprowadzamy na
rynek, po to żeby już lud z nich korzystał, to w Europie ta droga jest
kilkakrotnie dłuższa niż w USA. Za tym stoi państwo, biurokracja, patenty, 100
tysięcy urzędników itp. Myślę, że strategia lizbońska, w skrócie mówiąc, była od
początku źle rozegrana. Ale w strukturach Europy, prawdopodobnie, lepiej
rozegrana być nie może. Co pozostaję? Pozostają pewne marzenia by prześcignąć
Amerykę, pozostają pewne wytyczne dla poszczególnych państw, które chcą w
strukturach europejskich cały czas być, jak Polska, przemyśleć sprawy. Takie, od
których choćby zacząłem, jak: trzeba otworzyć jawność życia naukowego wobec
społeczeństwa. No i proszę państwa, myślę, że bardzo wielkim optymistą, ale
dziękuję za ten optymizm naszym deputowanym UE, jest to, że w jakikolwiek sposób
my możemy coś chapnąć. Chapniemy, ponieważ spadnie z pańskiego stołu, ale bądźmy
szczerzy, oprócz takich wąskich specjalności, laser nie jest tutaj przypadkowo
wymieniony, który notabene wciąż się boryka z problemami dotacji, ponieważ ci
ludzie, którzy robią te wszystkie współczesne rozwiązania laserowe w Polsce, to
przecież są harcerze, którzy społecznie pracują, a nie za pieniądze. Proszę
państwa, widzę, że zanim dojdziemy do nowych technologii, matematyk, fizyk,
chemii potrzebne jest jeszcze raz przeoranie społeczeństwa. Przeorać
społeczeństwo, tak jak pan mówił, wyższymi szkołami w gminach, to wszystko jest
chore, od początku do końca. Cała ta ustawa o szkolnictwie wyższym, służyła
tylko po to by przyklepać z czasów komuny, tym wszystkim habilitowanym, by mieli
możliwość dorabiania w gminach. Jeżeli tak to miało, to jest to sukces. Jeżeli
miało to cokolwiek mieć wspólnego ze strategią lizbońską to niestety,
przepraszam, ale nic z tego nie zrozumiałem.
Jerzy Hausner:
za chwile będziemy mieli odpowiedź na pytanie czy pana głos nas wszystkich
zniechęcił, czy nas wszystkich sprowokował?
Włodzimierz Puzyna:
myślę, że osiągnęliśmy ten etap w dyskusji, w którym trzeba sobie powiedzieć
jaki jest cel naszych rozważań. Czy chcemy zbawić Europę i zastanawiać się nad
sensem strategii lizbońskiej i mechanizmami jej wdrażania? Czy też warto byłoby
pomyśleć jaki kontekst tworzy strategia lizbońska i Europa dla naszych potrzeb w
Polsce? I myślę, że ten wątek byłby może nawet i ciekawszy, niż zbawianie Europy
w tym towarzystwie, w którym tu siedzimy. Chciałbym sprowokować pana profesora
Hausnera do jeszcze jednego wstępnego referatu na temat polskiej wersji
strategii lizbońskiej, której przecież on był inicjatorem. Wydaje mi się, że
wtedy moglibyśmy i konkretniej, i sensowniej tę naszą dyskusję dzisiaj
ukierunkować. Dziękuję.
Jerzy Hausner:
zachęcany przez pana Puzynę spróbuję zebrać to wszystko, co do tej pory zostało
powiedziane. Starając się nie tyle coś zamykać ile otwierać w dalszej części
naszej rozmowy. Licząc w szczególności, że nasi paneliści to uzupełnią. W tej
naszej rozmowie o strategii lizbońskiej pojawia się pięć płaszczyzn: po pierwsze
UE i globalna konkurencja. Po drugie, choć jedna osoba na ten temat mówiła, ale
wydaje mi się to być ważne: UE a Europa. Na ten temat prawie nic nie mówiliśmy,
a przynajmniej jeden z wymiarów, jakim jest bezpieczeństwo energetyczne
wymagałby komentarza. Po trzecie funkcjonowanie UE, jak UE działa, czy jest
skuteczna w tych działaniach, które nas dzisiaj interesują? Po czwarte problem
relacji między „starymi” a „nowymi” krajami UE. A po piąte co się dzieje na
poziomie krajowym, z rozgałęzieniami regionalnymi, a w szczególności co dotyczy
z tej rozmowy dla Polski. W pierwszym punkcie, UE i globalna konkurencja
najwięcej uwagi, zwrócili państwo, na narastającą konkurencję ze strony Chin i
Indii, ale myślę, że trzeba by było do tego dodać jeszcze przynajmniej Brazylię.
Widać, że ta globalna konkurencja będzie kreowała nowych graczy i będzie
przyjmowała nowe formy, i te kraje, te ugrupowania, które do tej pory
dominowały, będą musiały na to wyzwanie zdecydowanie odpowiedzieć. UE ma
poczucie zagrożenia, tylko pytanie czy ma odpowiedź na to zagrożenie? W kwestii
UE a Europa nie było specjalnie jakichś kontrowersji czy uwag. Ja proponuję by
skomentować kwestię bezpieczeństwa energetycznego. UE musi rozwiązywać swój
problem, także i Polska, w ramach UE, przez szersze rozwiązanie problemu
europejskiego w tej dziedzinie, bez Rosji i jej zasobów nie da się rozwiązywać
problemów bezpieczeństwa energetycznego. Myślę, że w kwestii funkcjonowania UE
cztery spostrzeżenia są ważne: po pierwsze nastąpił proces zahamowania tworzenia
jednolitego rynku, czego najlepszym dowodem jest rynek usług. Jeżeli usługi
stanowią dzisiaj 70 % wartości dodanej gospodarki, to brak jednolitego rynku
usług skazuje rynek europejski na kostnienie. Brak inicjatywy w tej dziedzinie,
a to co obserwujemy jest wycofywaniem się, a nie pójściem do przodu, to jest to
poważny problem. Drugie zagadnienie to zagrożenie demograficzne i generalna
konieczność przemodelowania systemów zabezpieczenia społecznego w całej Europie.
Po trzecie problem, w jaki sposób implementować tę kategorię knowledge based
economy, jak to robić w praktyce? A w szczególności kwestia relacji pomiędzy
uniwersytetem, statusem uniwersytetu, sposobem zorganizowania uniwersytetu, a
tym co się dzieje w jego otoczeniu i tu mam wrażenie, że Polska idzie w zupełnie
innym kierunku niż to co się robi w świecie. I kwestia sposobów działania UE.
Pan to mocno akcentował, że UE znajduje dotychczas dwa sposoby reagowania: to
jest regulacja, czyli prawo, dyrektywy, rozporządzenia, fundusze strukturalne i
widać coraz bardziej, że są to niewydolne instrumenty reagowania na problemy, o
których mówimy. Natomiast słaba jest UE w dwóch innych potencjalnych
możliwościach koordynacji programowej, bo strategia lizbońska była próbą takich
koordynacji programowej, która się nie powodzi, a przede wszystkim bardzo słaba
jest unia, jeżeli chodzi o współpracę operacyjną, kreowanie współpracy
operacyjnej. Te pieniądze są trochę rozdawane na zasadzie „dajcie nam spokój”, a
nie na zasadzie realizacji wspólnych przedsięwzięć europejskich. W kwestii
relacji pomiędzy krajami „starymi” a „nowymi” mówiliśmy o narastaniu egoizmu
narodowego, który hamuje rozwój UE, co pokazało się po rozszerzeniu bardzo
dobitnie. Ale pan Janusz Onyszkiewicz powiedział o innym bardzo ważnym
problemie, do którego inni rozmówcy nawiązywali, mianowicie, że musimy zadbać o
taki podział środków na badania i rozwój, który nie będzie eliminował nowych
krajów członkowskich, dlatego że koncentracja wysiłku na globalnej konkurencji
powoduje przesuwanie tych środków do największych ośrodków europejskich, do
najsilniejszych, a my stajemy się tylko podwykonawcami. Przestajemy mieć
partnerską rolę i oczywiście, że mamy potencjał, który zasługuje na takie
partnerskie uznanie, pytanie tylko czy możemy się skutecznie przebić? I wprost
odpowiadając na to, o czym mówił pan Puzyna w kwestii Polski: wydaje mi się, że
takie rzeczy zostały tutaj powiedziane i one są zrębem podstawowego programu.
Mianowicie niebezpieczne dla Polski jest usunięcie perspektywy euro i tu nie
chodzi o to, żeby podejmować decyzje o wejściu do euro tylko usunięcie tej
perspektywy powoduje zniknięcie pewnego ważnego punktu odniesienia w polityce
gospodarczej, a przede wszystkim czegoś co można by nazwać kamieniem milowym.
Busoli czy kamieniem milowym, bo to jest z jednej strony punkt orientacyjny, że
do czegoś zmierzamy, ale po drugie chcemy to osiągnąć, tzn. robimy znaczący
krok. Wokół czegoś nasz wysiłek w polityce gospodarczej jest zorganizowany. Tego
nie ma, to było poprzednio w polityce gospodarczej, można było pokazywać, że
kolejna perspektywa również się pojawiała. Teraz on została całkowicie rozmyta,
niewiadomo do czego mamy zmierzać. Jeżeli euro – to elastyczny rynek pracy, w
przeciwnym razie nie będziemy w stanie skutecznie reagować na asymetryczne szoki
gospodarcze. W związku z tym niezwykle ważne jest – elastyczny rynek pracy i co
się z tym wiąże przesuwanie wydatków. Ja nawet nie chcę mówić o wydatkach
socjalnych, ale przesuwanie wydatków, realokacja wydatków, z tych form pomocy
publicznej, przemysłowej dla starych branż w kierunku badania i rozwój. Bo
wydatki na badania i rozwój w Polsce, o czym wszyscy wiedzą, są diametralnie,
dramatycznie niskie i one nie dają pewnego efektu progowego. My tak naprawdę
środkami publicznymi nie stymulujemy żadnego rozwoju badań, bo one nie stanowią
wystarczającej skali w ogóle. Dalej jest problem, o którym mówił pan
Mordasewicz, podważenia reformy emerytalnej i poważnego zagrożenia, które się z
tym wiąże i pozytywne rzeczy. Kwestia nowoczesnego kształcenia inżynierskiego,
kwestia modelu szkolnictwa wyższego, ponieważ nasze szkolnictwo wyższe rozwija
się teraz bardzo ekstensywnie. Ono oczywiście ma ogromne osiągnięcie przez to,
że mamy tak ogromną masę studentów, ale zarazem poziom tego szkolnictwa
przeciętnie rzecz biorąc się obniża, a jednocześnie my nie uczestniczymy w
przygotowaniu się do tego, czym będzie konkurencja edukacyjna w Europie. Nasze
uniwersytety będą miały z tym poważny problem. I problem regionalizacji rozwoju
i innowacyjności. Wydaje mi się, tu nie chciałbym polemizować z panem
profesorem, ale nie powinniśmy szczególnie dyskutować wyłącznie o organizacji
terytorialnej, bo o tym zawsze można dyskutować. Ja jestem w stanie wieść długie
spory i udowodnić, że w Polsce najlepiej byłoby, gdybyśmy mieli 10 województw,
100 powiatów i 1000 gmin, a ktoś inny będzie pod to inne liczby podstawiał,
tylko to nie ma żadnego sensu. Organizacji terytorialnej państwa tak łatwo się
nie zmienia i nie zmienimy jej w najbliższym czasie. Oby jej już nie psuto, oby
nie mnożono liczby powiatów, liczby województw, to jest najważniejsze. Co zrobić
w ramach tej organizacji terytorialnej państwa, przede wszystkim wzmacniają
zdolności w rozwoju innowacyjności i rozwoju, co zresztą wiąże się z modelem
szkolnictwa wyższego./ na końcu, skoro pan Puzyna o tym powiedział i nawiązał do
tego pan Mordasewicz, wydaje mi się, że niezwykle ważne jest to, że przez
ostatnie dwa lata w Polsce trwała poważna debata na temat strategii lizbońskiej
i jej instrumentaliów, wtedy kiedy trwała ważna debata nad narodowym planem
rozwoju. Niestety ta debata została dzisiaj przez obecny rząd całkowicie
zepchnięta na margines – jej nie ma. Ja bym się nie martwił, gdyby obecni
rządzący powiedzieliby: „nam się nie podoba ten projekt przygotowany przez
poprzedni rząd, bo w tym projekcie to, to, to i to jest słabe albo źle ujęte,
albo po prostu błędne, fałszywe, w związku z tym chcemy zaproponować to, to i
to”. W istocie rzeczy jedyna propozycja, o której się w Polsce dyskutuje to są
propozycje technicznej absorbcji środków i wróciliśmy do punktu wyjścia z 2000
roku, dyskutujemy jak pieniądze wziąć i wydać, a nie jak pieniądze
zagospodarować, nie jak rozwiązać nasze problemy, w tym kontekście o którym
trzeba dyskutować, w kontekście unijnym i globalnym. Na końcu chciałbym
powiedzieć dlaczego, wg mnie, takie rozmowy w Polsce mają sens. Bo my dostaniemy
te około 90 miliardów euro, to nie ma najmniejszej wątpliwości. Tylko pytanie na
co one pójdą? Jeżeli problemy, o których mówimy wspólnie, to te 90 miliardów
zostanie wykorzystane w taki sposób, że będzie utrwalało istniejące patologie.
Będziemy mieli z jednej strony złagodzenie pewnych napięć, bo będzie więcej
pieniędzy na rozdawanie, ale z drugiej strony utratę czasu i utrwalanie
wszystkich patologii instytucjonalnych, które w Polsce istnieją. I to jest
wielkie ryzyko, przed którym stoi Polska jeżeli ta rozmowa nie będzie trwała, a
z tej rozmowy nie będą wyprowadzane praktyczne konkluzje. To jest próba zebrania
wszystkiego, co w tej rozmowie zostało powiedziane i nie mam wrażenia, że to
jest rozmowa obok tematu, mam wrażenie, że ona dotyka sedna problemu i prosiłbym
teraz państwa o uzupełnienia, dalsze uwagi, a za chwile będę chciał prosić pana
Onyszkiewicza i Mordasewicza o swoje końcowe uwagi i na tym będziemy kończyć
dzisiejszą dyskusję.
Głos z sali (informatyk):
W uzupełnieniu chciałbym podać kilka przykładów, które są dosyć
charakterystyczne. Koncepcja ośrodków doskonałości jest koncepcją, która
przynosi sukcesy, z tym, że ona przynosi sukcesy w firmach, w firmach
europejskich, tych najwyższego poziomu i program lizboński u nich się sprawdza.
Może ja podkreślę negatywne strony w moim wystąpieniu, to jednak jest prawdą, że
jest to program całościowy i ukierunkowany w dobrą stronę, choć nieskuteczny.
Jest zupełnie inną kwestią, dlaczego on nie jest do końca skuteczny niż to, że
można pokazać, iż Europa w pewnych dziedzinach jest na tyle silna, że może
konkurować ze Stanami Zjednoczonymi, a nawet je przegonić. Jeżeli weźmiemy pod
uwagę samoloty Airbus i samoloty Boeing to widać, że ta konkurencja była
skuteczna. Amerykanie, co prawda twierdzą, że to było subwencjonowanie, niemniej
dla jako inżyniera, od strony technologicznej Airbus spełnia wszystkie wymogi,
które nakłada gospodarka oparta na wiedzy. Drugi przykład to jest ten, który
wiąże się z programem, w którym też uczestniczy Galileo, mianowicie
wykorzystania technologii satelitarnej do pozycjonowania obiektów na
powierzchni. Tutaj Europa też ma sukcesy i też jakby te technologie są z
najwyższej półki, więc nie jest tak, że w sposób jednoznaczny możemy powiedzieć,
że strategia lizbońska nie odniosła sukcesu. Jeśli teraz przeniesiemy to Polski
tylko i wyłącznie, to są takie dziwolągi, i mówię tu konkretne rzeczy, że np.
brałem udział w konferencji dwa lata temu, która odbyła się w Białymstoku, tutaj
też odniosę się do tego o czym pan wspominał, mianowicie do tego, że regiony w
sensie UE są troszkę inaczej rozpatrywane i tam chodziło o akurat region Niemen.
Dla porównania drugi region, który interesuje też UE, ze względu na bliskość
Ukrainy, to jest region Karpaty. To jest ta sytuacja transgraniczna, która
podkreślałem ma znaczenie dla dalszego rozwoju gospodarki w skali
makroekonomicznej, więc wracając do tej konferencji, tam była taka sytuacja, że
chwalono się, że tam powstały pod opieką samorządów obiekty doskonałości.
Następnie była prezentacja, po której wychodziło, że te ośrodki doskonałości,
które się jakoś tak szumnie nazywały, to głównie wynajmowały pomieszczenia, były
punkty kserograficzne, tak to wyglądało od strony praktycznej. I to sytuacja
sprzed dwóch lat, więc nie sądzę, żeby się coś w dniu dzisiejszym zmieniło. Ale
podkreślę, że to co się rzeczywiście udało ze strategii lizbońskiej to
przełożenie między innymi koncepcji ośrodków doskonałości do dużych korporacji
międzynarodowych i sukcesy, które są w Europie, bo takie są, gdy np. weźmiemy
Irlandię, to te sukcesy nie wynikają z tego na ile skuteczna jest Europa, tylko
na ile skutecznie, i tu się narażę antyglobalistom, działa w ramach gospodarki
globalnej. Tak naprawdę sukces Irlandii, to nie jest sukces Europy, tylko to
jest sukces dużych koncernów, które tam lokują, między innymi z mojej branży
Hewlett Packard ma swoje przedsiębiorstwa, IBM, z przemysłu samochodowego Toyota
itd. Rynek globalny powinien być przez nas widziany, przede wszystkim i pod
względem możliwości działania, a więc rozmieszczenia swoich produktów, swoich
technologii i podkreślę, że oprogramowanie jest tą wiodącą, wszędzie występuje,
w każdej technologii, np. lasery – tu Polacy mają sukcesy, też się odniosę do
tego co pan mówił. Naprawdę mamy doskonałe urządzenia, takie których nawet w USA
nie ma, tylko że one są w fazie prototypowej. Jest szansa, pod warunkiem, że
zmieni się sytuacja polityczna, że nie będzie to ideologizowane, tak jak to jest
w tej chwili. Gdy ja rozmawiam o cenach i mówię o konkretnych rzeczach, to że
mnie urzędnik państwowy mówi, że „to najwyżej nie będą kupowane”.
Głos z sali:
Nazywam się Michał Różyczka i jestem trochę egzotycznym gościem, bo pracuję
w centrum astronomicznym PAN, jako profesor, ale obiecuję, że będę się trzymał
twardo ziemi. Przede wszystkim chciałbym nawiązać do tego co pani powiedziała o
potrzebie przekonywania górników. Jest oczywiste, że nie tylko górników, ale i
całe społeczeństwo trzeba przekonać, że te rzeczy, które my widzimy odpowiadają
temu, co się naprawdę w świecie dzieje i odpowiednio na nie trzeba reagować, tak
jak to proponujemy. O tym, że takiego przekonywania nie ma, przynajmniej nie
jest odczuwane. Nie trzeba chyba przekonywać, nawet w moim środowisku ludzi,
jako tako dobrze poinformowanych o tym co się w świecie dzieje, nie ma
przekonania, ze są usiłowania zmierzające do zmiany nastawienia społeczeństwa.
Już zupełnie źle jest w tak zwanej prowincji, ja pochodzę z małego miasteczka w
okolicach Puław, często tam bywam. No i mnie pytają dlaczego tak jest, że tyle
bezrobocia, co się dzieje, że zawody jedne giną a drugie powstają. Staram się to
tłumaczyć w sposób zrozumiały dla ludzi i są zadowoleni, rozumieją, że pewnych
rzeczy uniknąć się nie da, że najpierw trzeba zjeść lekarstwo by potem można
było sobie wyrwać ten bolący ząb. Nie należę do Unii Demokratycznej, ale zawsze
byłem jej sympatykiem i wyobrażam sobie, że jeżeli nie UD, to już chyba nikt nie
potrafi przekonać ludzi do potrzeb poważnych zmian. Druga sprawa. Wrócę do
podwórka, podzielę się doświadczeniami. 20 lat temu astronomii hiszpańskiej nie
było i nagle zaistniała, w przeciągu dekady i teraz jest równie dobra jak
Polska. Jak oni to zrobili. Bardzo prosto. Dali młodym zdolnym studentom
stypendia, Ci studenci pojechali do liczących się ośrodków zagranicznych, robili
tam doktoraty, robili staże i mieli zachętę do tego by wrócić do swojego kraju.
I już. I to zadziałało. Po Hiszpanii była Korea, a teraz są Chiny, które
błyskawicznie nadrabiają zaległości w nauce, równie dobrze jak w przemyśle.
Dziękuję
Włodzimierz Puzyna:
chciałbym nawiązać do Twojej (Michała Różyczki) wypowiedzi, bo został tutaj
zasygnalizowany. Popełniliśmy jeden poważny grzech rozpoczynając przemiany.
Myślimy, co zrobić żeby wchłonąć te pieniądze, a nie jakie będą efekty, to
nieważne, ważne byśmy mieli sukces w absorbcji. Ten odruch, to jest typowy
odruch polskiego piekła, typowy przejaw pewnego defektu kulturowego, który jest
niestety powszechny, a który jest czymś zupełnie oczywistym, to jest stereotyp,
który jest powszechnie uznawany za tak oczywisty w polskiej kulturze, że nikt
nad nim się nie zastanawia i wydaje mi się, że jednym z naszych specyficznych
elementów strategii lizbońskiej powinno być właśnie wyeliminowanie tego defektu.
Kooperacja i koordynacja są teraz podstawowymi elementami decydującymi o
rozwoju, u nas to wszystko leży. Jeżeli z taką dezywolturą wyrzuca się kapitał
pracy iluś tam ludzi do kosza i to bez chwili zahamowania to przecież to jest
kryminał i zbrodnia. Ale to się dzieje na szeregu pól i to codzienne. Uważamy,
że to jest zupełnie naturalne, nie próbujemy z tym walczyć. Więc sądzę, że
jeżeli w narodowym planie rozwoju nie pojawi się program operacyjny – kapitał
społeczny, w gruncie rzeczy o to chodzi, żeby ludzie potrafili ze sobą
kooperować, nie talenty pojedynczego człowiek decydowały, ale umiejętność
kooperacji, która tworzy nową jakość, daje szanse na ściganie się na tym
globalnym polu, to my polegniemy. I na nic się zdadzą nasze najlepsze, może
nawet skuteczne wysiłki i martwi mnie to, że na stronach internetowych, na
których się rozmawia o polskiej strategii rozwoju, jako 6 priorytet przedstawia
się rozwój indywidualnych cech Polaków. Otóż wydaje mi się, że indywidualizmu to
my mamy od cholery, natomiast zupełnie nie potrafimy działać kolektywnie i czuć
się jako wspólnota Polaków, dzieląca odpowiedzialność za nasze problemy, nie
mówiąc już o wspólnocie europejskiej, do której jest szalenie daleko w sensie
wspólnoty, która miałaby odzwierciedlenie w poczuciu tożsamości ludzi, którzy
się na nią składają. To też nas czeka, jeżeli chcemy z Europy stworzyć jakiś
sensowny twór. Dziękuję.
Jeremi Mordasewicz:
ja mam tylko poważny dylemat, ponieważ pan profesor zmierza do końca, a
tymczasem myśmy nie ruszyli podstawowego zadania, które ja na dzisiaj dostałem.
Dla mnie zadaniem było przedstawienie metod i możliwości aktywnego wspierania
badań naukowych. Traktuję ten temat bardzo poważnie i przez ostatnie trzy dni do
tego się przygotowywałem, żeby państwu przekazać pewien łańcuch przyczynowo –
skutkowy, który musi być zrealizowany, jeżeli to ma zafunkcjonować. Jeżeli
państwo macie jeszcze chwilę cierpliwości, to się tym podzielę. Ponieważ się
poruszam na styku środowiska przedsiębiorców i środowiska naukowego, a uważam,
że to co różni Europę od Stanów Zjednoczonych, to nawet nie jest samo
funkcjonowanie badań i nauki, tylko słabe wyniki w komercjalizacji wyników badań
i nauki, ze względu na słabą współpracę środowiska naukowego i środowiska
przedsiębiorców. Może przedstawiłbym tak rozumowanie: powiedzieliśmy sobie, że
zwiększenie wpływów na badania i rozwój jest niezbędne w całkiem nieźle
przygotowanym programie operacyjnym – rozwój nauki, zakłada się wzrost nakładów
na badania i rozwój w Polsce do 3 % PKB. Śmiem twierdzić, że w polskich
warunkach jest to zbyt optymistyczne założenie, zbyt niemożliwe. To nie znaczy,
że trzeba załamywać ręce, bo osiągnięcie połowy tego wskaźnika uznam już za
ogromny sukces, do roku 2013. po pierwsze ze względu na zapóźnienie
technologiczne, Polska opiera się i opierać się będzie w najbliższej przyszłości
na imporcie technologii. My nie możemy jako przedsiębiorcy z tego zrezygnować. I
po drugie edukację i naukę cechuje duża bezwładność, to jest taki tankowiec
płynący. Jeżeli weźmiemy trójkąt – edukacja, nauka i gospodarka to te trzy boki
muszą być zrównoważone i w procesie edukacji, mówiliście państwo zresztą o tym,
te procesy przebiegają wolno. Raptownego odbicia nie będzie. Ostatnie parę
tygodni, kiedy borykamy się ze strasznym problemem, jest 340 milionów do wzięcia
na badania i nikt tego nie chce wziąć. Dlaczego to jest takie istotne? Zmiana
udziału w finansowaniu badań i rozwoju przez sektor publiczny i prywatny jest
niezbędna, jeżeli chcemy trafniej podejmować decyzje, szybciej komercjalizować,
zwiększyć stopień wykorzystania badań naukowych i jednocześnie zachęcić sektor
prywatny do wejścia. Proszę zwrócić uwagę, że jeżeli celem naszym jest w 2013
roku uzyskanie nakładów na rozwój do 1 % PKB, a w tym samym czasie sektor
prywatny powinien wykładać 2 % PKB ja się z tym zgadzam. To oznacza, że w
sektorze publicznym trzeba zwiększyć nakłady na badania muszą wzrosnąć 2,5 -
krotnie, natomiast w sektorze publicznym muszą wzrosnąć 10 – krotnie. Jeżeli
byśmy poczynili oszczędności na górnika, umownie mówiąc, bo to przecież nie
tylko o to chodzi, wygospodarowanie 6 miliardów jest możliwe. Ale jak umożliwić
wzrost o 18 miliardów w sektorze prywatnym? To jest podstawowy dylemat, z którym
musimy się uporać. W tym obszarze kluczowe jest zacieśnienie współpracy
przedsiębiorców i naukowców. Jeżeli chodzi o te dwa obszary to oddziaływanie na
sektor nauki powinno wyglądać w postaci takich czterech podstawowych działań.
Zwiększenie skłonności naukowców do zabiegania o środki z przedsiębiorstw. Pan
mówił o informatyce, ja znam dziekanów wydziałów informatycznych politechniki,
to moje środowisko, narzekają na brak środków. Tak samo jest w obszarach takich
jak, np. mikrobiologia. W momencie kiedy się przychodzi do nich, chce się ich
zainteresować różnymi projektami wykazują kompletny brak zainteresowania. To
było moje ogromne rozczarowanie przez ostatnich kilka lat. Tutaj uważam, po
pierwsze niezbędne jest kształtowanie postaw przedsiębiorczych i biznesowych, to
wymaga z kolei współpracy kierunków technicznych, ścisłych, przyrodniczych i
ekonomicznych. Problem polega na tym, że na UW, dla którego dwa lata pracowałem
przy opracowaniu strategii, misji UW, okazywało się, że bardzo zdolni młodzi
naukowcy kompletnie sobie nie radzą z przygotowaniem biznes planu, z umocowaniem
tego w rzeczywistości, tymczasem nauka, tak jak inne działania człowieka, ma
wymiar ekonomiczny. Odnoszę wrażenie, że stara kadra blokuje możliwości awansu
młodzieży. Utrzymywanie nikomu niepotrzebnych i nieproduktywnych JBR – ów. Można
tylko zrobić jedno: zwiększyć zainteresowanie przedsiębiorców w inwestowanie w
badanie naukowe. Oczywiście pomijam sprawę świadomości, która rodzi się już na
etapie edukacji. Bo w końcu w przedsiębiorcach decyzje podejmują ludzie,
jednostki, a nie zespoły, całe firmy. Kiedyś zrobiliśmy taką analizę, że jeżeli
na czele firmy stoi przedsiębiorca z tytułem doktora, to poziom innowacyjności w
takiej firmie i gotowość do zwiększenia nakładów na badania jest dużo większa. A
więc zatrudnianie przez sektor ludzi dobrze wykształconych. I tu dochodzimy to
dylematu: kształcenie – równe, powszechne, a kształcenie elitarne. I tutaj są
trzy instrumenty, które powinny być stosowane, natomiast one dzisiaj jeszcze nie
funkcjonują. Ulgi podatkowe nie stanowią skutecznej zachęty – to przećwiczyliśmy
i to przećwiczyli również inni, dlatego że to jest zmniejszenie podatku, który
zapłacimy w przyszłości, a wejście w badania i rozwój wiąże się z bardzo dużym
ryzykiem, w związku z tym zdecydowanie opowiadalibyśmy się za grantami – to jest
lepszy instrument. Pozwalają rozłożyć ryzyko na przedsiębiorcę i odpowiednie
struktury państwa. Ja opowiadałbym się za modelem fińskim, oni zakładają, że
jedna trzecia środków przeznaczonych na badania i rozwój idzie na granty, to
jest jakieś 150 milionów euro, jedną trzecią przeznaczają na fundusze dla
instytutów ostatnią jedną trzecią stanowią pożyczki zwrotne dla przedsiębiorców,
którzy nie są na wstępnym etapie badań tylko już są już w momencie kiedy mówimy
o prototypowaniu. Podobne rozwiązania stosują Izraelczycy – inwestują na
zasadzie pożyczek zwrotnych. Drugie działanie, które moim zdaniem powinno
przynieść skutki to prywatne zarządzanie funduszem technologicznym. Rząd mógłby
częściowo ograniczyć ryzyko, to jest takie partnerstwo publiczno – prywatne.
Rząd ogranicza ryzyko z inwestowaniem w małe firmy technologiczne we wstępnej
fazie rozwoju, strona prywatna zapewnia doświadczenie w komercjalizacji badań. I
teraz w zależności jak szybko wykorzystamy te instrumenty, zależy to czy
wykorzystamy środki z UE, które mogą do nas przyjść, a jeżeli to nam się nie uda
to uważam za bezproduktywne wpisywanie środków na badania i rozwój, bo wtedy
lepiej władować wszystko w infrastrukturę, porty lotnicze, bo tu pieniądze nie
przepadną. Przepraszam, jeżeli dotykam środowisko naukowe twierdząc, że należy
ograniczyć swobodę dysponowania środkami, ale dotychczasowe doświadczenia nie
wskazują na to by środowisko naukowe było w stanie skuteczni środki
zagospodarować, tak aby potem polski podatnik, który na to łoży miał z tego
korzyści w przewidywanej perspektywie.
Jerzy Hausner:
Panie Jeremi (Mordasewicz) niech pan powie krótko czy przekonywał górników?
Jeremi Mordasewicz:
dla mnie górnicy są problemem ubocznym, który nie leży w obszarze naszej
dyskusji. Po prostu środki, które ładujemy w górnictwo, to było około 30
miliardów złotych, mimo świetnej koniunktury na węgiel w zeszłym roku i tym roku
to pieniądze do górnictwa nadal pakujemy, na tzw. restrukturyzację, mówię tak
zwaną, bo ona nie postępuje. I to są miliardy, a nie miliony, a to co mnie
osobiście najbardziej boli, to jest to, że w nowym systemie emerytalnym każdy,
poza górnikiem, dostanie tyle ile do systemu włożył. Taką zasadę uznaliśmy za
sprawiedliwą, natomiast górnicy włożą do systemu tylko jedną trzecią środków, a
dwie trzecie dostaną z zewnątrz. Zachwianie tej zasady uważam za demontowanie
nowego systemu emerytalnego. Oczywiście, że górników bardzo wiele osób próbowało
przekonać, ale nie wiem czy państwo znacie badanie, które były przeprowadzone
przez profesora Szczepańskiego, które określa te środowisko, mechanizmy tam
panujące. Nie można być sędzią we własnej sprawie. Jeżeli górnikom pozwoli się
na zachowanie obecnego systemu to w oczywisty sposób będą do tego dążyć, co
innego władza państwowa. Władza państwowa nie powinna do tego dopuszczać. Rząd
premiera Belki skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie
zgodności ustawy z konstytucją, realizując obietnice wyborcze w imieniu
prezydenta Kaczyńskiego, pan premier Marcinkiewicz wycofał ten wniosek z TK.
Ponieważ myśmy uznali, że jeżeli nie będzie presji orzeczenia TK, to nigdy nie
doczekamy się tej tzw. ustawy pomostowej. W związku z tym jako konfederacja
skierowaliśmy z powrotem ten wniosek do TK, ponieważ jak uczestniczę w pracach
Komisji Trójstronnej i widzę jak górnicy i inne związki zawodowe bronią swoich
przywilejów, to obawiam się, że bez presji jaką stworzyłby wyrok TK, nie
doczekamy się uregulowania problemu możliwości przechodzenia na wcześniejszą
emeryturę.
Janusz Onyszkiewicz:
mam kilka uwag szczegółowych i kilka zatrącających o sprawy ogólne, ale
chciałbym się odnieść do naszego wspólnego chodzenia po jaskiniach z panem
Różyczką. Z tych spraw drobniejszych to chciałbym powiedzieć, że myślę, że my
mamy w Polsce pewną: „window of opportunity” i tak jak gdzieś to wyczytałem, ale
rynek na usługi informatyczne w Polsce i pozyskiwanie kontraktów albo nawet
doprowadzanie, że w Polsce będą lokowane rozmaite centra informatyczne jest o
tyle duży, że przy ogromnych możliwościach jakie stwarzają w tej chwili Indie,
które robią nawet ekspansję informatyczną na rynek chiński i to przy tym takim
początkowym plusie, że tam jednak znajomość angielskiego, w kręgach
informatycznych jest całkowicie powszechna, to są dwa czynniki na naszą korzyść
oddziałują: to, że jesteśmy blisko, nie ma kwestii takiej, że jest sześć godzin
różnicy i w związku z tym trochę trudniej się tam porozumieć, bo jest różnica
czasu. Tak więc jest tutaj pewna szansa, myślę, że ją moglibyśmy wykorzystać.
Współpraca z sąsiadami. Otóż jest oczywiście wielka szansa, tak żebyśmy nasz
potencjał, w Europie, naukowy budowali nie wyłącznie w ramach UE, ale także
włączając w to wszystko Rosję, Ukrainę czy Białoruś. Tam przecież są znakomite
technologie, jest w tym jedno niebezpieczeństwo, mianowicie Europa dostała
ofertę od prezydenta Putina, żeby wspólnie wykorzystać technologie wojskowe,
bardzo wysokie technologie wojskowe, które Rosja posiada, a które nie jest w
stanie niejako zagospodarować, dlatego że nie ma po prostu środków na
inwestycje. Rosja, jeszcze Związek Radziecki zainwestowały w badania naukowe w
latach 90 i jeszcze późnych 80 ogromne środki, potem załamał się bipolarny układ
świata, nie ma już w ogóle wyścigu pomiędzy Układem Warszawskim i NATO, ale są
zapotrzebowania na technologie wojskowe gdzie indziej, można jest sprzedawać.
Tutaj jest delikatna sprawa. Czy powinniśmy w to wszystko wchodzić, bo oferta
była polityczną – „weźmy się razem, możemy rzucić rękawicę USA”? Rzucenie
rękawicy USA razem z Rosją może być politycznie niewłaściwe. Myślenie w tych
kategoriach jest kierunkiem bardzo słusznym i może dobrze, że do programu
Galileo dołączyły się inne kraje, dołączyły się Chiny, Rosja nie miała powodu by
się dołączać, bo ma własny system. Jest w związku z tym pewien potencjał. Dalej,
pytanie było centra doskonałości. Mnie nie chodziło o to, żeby kwestionować
centra doskonałości, mnie chodziło o to, żeby ten naturalny i uzasadniony
pomysł, żeby kierować te środki do centrów doskonałości, żeby nie był
realizowany tak do końca i konsekwentnie. Tzn., żeby nie kierowano środków do
centrów, które dzisiaj mogą zapewnić ten wysokim stopień, ale które potencjalnie
wysoki stopień mogą osiągnąć. Aby inwestować w potencjał, który w naszych
krajach się znajduje. I wreszcie: jaka będzie struktura budżetu UE? Na to
pytanie odpowiedzieć nie potrafię. Natomiast przechodząc do pytania dlaczego
mniej efektywna jest unia jeśli chodzi o strategię lizbońską? Myślę, że tu jest
problem, o którym już wcześniej była mowa, mianowicie brak integracji w UE, bo
to zostało w zasadzie zostawione krajom, bez żadnej możliwości nacisku, bez
żadnej możliwości egzekwowania czegokolwiek. Ponieważ kraje mają rozmaite
problemy, to dzieje się to, co się dzieje. U nas na naukę wydajemy 0,6 %, gorzej
jest chyba tylko na Słowacji. I wreszcie ostatnia sprawa, mianowicie plan
Hausnera. Niestety u nas działa taka zasada, oby została jak najszybciej
zapomniana, choć nic nie wskazuje, że tak się stanie, zasada: „dobry plan, ale
nie nasz”. Jak nie nasz, to go trzeba jakoś zdezawuować, a najlepiej to o nim
zapomnieć, wrzucić do kosza. My postaramy się zrobić coś co będzie naszym
planem, naszą legitymacją i wizytówką i potem powodem do jakiejś tam chwały,
czymś co przysporzy nam politycznych plusów. Myślenie o sprawach państwa zostaje
odsunięte na plan dalszy, bardziej chodzi o, już legendarne, słupki w badaniach
opinii publicznej. Mogę nad tym ubolewać, ale tak niestety jest. Mam nadzieję,
że to się kiedyś zmieni, ale to będzie wymagało poważnych zmian w Polsce.
Jerzy Hausner:
Chciałbym bardzo serdecznie naszym panelistom podziękować, w szczególności panu
Onyszkiewiczowi i panu Mordasewiczowi. Myślę, że w tej rozmowie dotknęliśmy
bardzo wielu zagadnień, trochę je uporządkowaliśmy. Wiele pytań pozostaje
otwartych i to zasadnicze pytanie co zrobić, w jaki sposób podjąć rozmowę, która
została zerwana, rozmowę o tym jak się Polska powinna rozwijać reagując na te
wyzwania i wykorzystując te możliwości, o których mówiliśmy. Dziękuję bardzo i
do widzenia.
|
 |