Dzisiaj jest Klub Obywatelski / Programy : Instytut Liberalny
Friedrich Naumann Stiftung

PROGRAM "Instytut Liberalny"

 

Maj, 2002
POLITYKA MONETARNA
A WZROST GOSPODARCZY W KONTEKŚCIE POLSKIM

W maju 2002 r. odbyło się trzecie spotkanie w ramach programu Instytut Liberalny organizowanego przez Fundację "Klub Obywatelski" we współpracy z Fundacją Friedricha Naumanna. W dyskusji moderowanej przez Adriana Furgalskiego uczestniczyli: Dr Bogusław Grabowski i Waldemar Kuczyński.

Bogusław Grabowski

Przyczyny spadku wzrostu gospodarczego

Wskazanie wpływu wysokości stóp procentowych i generalnie wpływu polityki pieniężnej w ostatnim okresie na hamowanie wzrostu gospodarczego jest niezwykle trudne.

Głównym miernikiem wpływu polityki pieniężnej na gospodarkę jest dynamika realna podaży pieniądza. W ostatnim roku była ona jedną z najwyższych, w porównaniu z okresem ostatnich sześciu latach, ale popyt na pieniądz wzrósł jeszcze bardziej. Polityka pieniężna w krótkim czasie może ograniczyć aktywność gospodarczą poprzez ograniczenie podaży pieniądza powyżej wzrostu popytu - w krótkim okresie dostosowuje się do tego sektor realny, w długim okresie następuje dostosowanie wszystkich wartości nominalnych, spada inflacja i wszystko wraca do punktu wyjściowego. To jest jedna z odpowiedzi na pytanie o dynamikę wzrostu gospodarczego.

Patrząc z perspektywy krótkiego okresu czasu, zawsze tłumaczy się wzrost gospodarczy od dwóch stron: popytowej i podażowej: w krótkim okresie czasu dynamika gospodarcza jest zdetermionowana przez popyt - ale należy także pamiętać o długookresowym oddziaływaniu czynników podażowych.

W przypadku długookresowego oddziaływania czynników podażowych w przypadku Polski warto zwrócić uwagę, że od mniej więcej połowy lat 90-tych przestaliśmy dostarczać gospodarce istotnych propodażowych czynników wzrostu w postaci zmian systemowych, instytucjonalnych, reform strukturalnych, z pewnym opóźnieniem wpływa to na dynamikę potencjalnego tempa wzrostu i na dynamikę rzeczywistego tempa wzrostu gospodarczego.

Przy omawianiu kwestii wzrostu gospodarczego warto zwrócić uwagę na rolę czynników popytu. W 2001 r. popyt gwałtownie zmalał, tymczasem dynamika konsumpcji rosła w 2001 roku niewiele wolniej niż w 2000 roku. Drugi element popytu, deficyt sektora finansów publicznych, był większy; trzeci element popytu- eksport netto był w 2001 roku większy niż w latach poprzednich. Patrząc się na dane, dezagregując dynamikę popytu ogólnego w gospodarce, łatwo dojść do wniosku, że nastąpiło gwałtowne załamanie popytu inwestycyjnego. Nie chodzi tutaj tylko o rok 2001 r. kiedy dynamika popytu inwestycyjnego spadała. Patrząc na te dane, trzeba zwrócić uwagę, że dynamika popytu inwestycyjnego, która w latach 1995 - 1998 była zawsze dwucyfrowa, zaczęła od 1998 r systematycznie spadać. Ta dynamika popytu w 2000 r. wyniosła ledwo powyżej 2% i w tamtym roku była jeszcze mniejszą - i to jest ta podstawowa przyczyna gwałtownego spowolnienia wzrostu gospodarczego w roku 2001, to też jest główna przyczyna spowolnienia wzrostu gospodarczego w tym roku.

Przyczyny załamania się popytu inwestycyjnego

Pierwszą przyczyną załamania się popytu inwestycyjnego jest kwestia stóp procentowych. Decyzje inwestycyjne zależą od porównywania przewidywanej rentowności z kosztem inwestowania, kosztem finansowania inwestycji. Wysokie stopy procentowe mają niekorzystny wpływ na popyt inwestycyjny.

Drugim istotnym czynnikiem załamania procesu inwestycyjnego jest przeinwestowanie w latach wcześniejszych. Bardzo wysoka dynamika inwestycji była m.in. jednym z czynników bardzo wysokiej dynamiki popytu wewnętrznego, który prawie dwa razy szybciej rósł od PKB i zdestabilizował równowagę zewnętrzną od 4% nadwyżki w obrotach bieżących w 1994 roku do 3% deficytu w 1997 roku, czyli w ciągu trzech lat o 7% PKB. Do faktu zdestabilizowania równowagi zewnętrznej dołączył efekt rosyjski i doszło do 8%. W tym okresie nie tylko destabilizowało to gospodarkę, ale zbudowało w niektórych branżach moce wytwórcze, które mogły być wykorzystane w pełni, tylko przy podtrzymywaniu takiej dynamiki popytu, która z punktu widzenia równowagi makroekonomicznej była niemożliwa do podtrzymania. Zbyt duża dynamika inwestycji, która zbudowała moce wytwórcze, które musiały poczekać na popyt i bez którego nie mogły być dalej rozbudowywane. Liberalizacja rynków towarowych, liberalizacja obrotów z zagranicą, to wszystko tworzyło niszę do inwestowania jednak brak impulsów ze strony zmian strukturalnych, spowolnienie reform strukturalnych doprowadził do wyczerpania impulsu inwestycyjnego, stracono szansę na efektywny popyt, który mógłby być zaspokajany produkcją z tych inwestycji.

Trzecią przyczyną załamania popytu inwestycyjnego były rosnące bariery biurokratyczne, które mają istotne znaczenie zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. Bowiem jeśli popatrzymy się na dynamikę inwestycji ze strony inwestorów zagranicznych, sytuacja wygląda inaczej, bo ani w 2000 r, ani w 2001 r. nie było spadkowego trendu w nakładach inwestycyjnych, w bezpośrednich inwestycjach zagranicznych. Gwałtowne ograniczanie dynamiki inwestycji, aż do ujemnej w poprzednim roku, dotyczy głównie inwestycji krajowych, wśród których podstawowy trzon to małe i średnie przedsiębiorstwa - to one wstrzymały nakłady inwestycyjne.

Szereg przyczyn złożyło się na spowolnienie wzrostu gospodarczego, wśród których stopy procentowe były jedną ze świadomie zaaplikowanych przyczyn. Warto zwrócić uwagę, że taka struktura spadku popytu wewnętrznego i spadku popytowych czynników wzrostu na tle wyczerpujących się czynników podażowych powoduje, że w ostatnich latach maleje potencjalne tempo wzrostu gospodarczego - nie tylko mamy ograniczenie dynamiki wzrostu do 1% w tamtym roku i gdzieś pomiędzy 1% - 2% w tym. Nie wiadomo, czy tyle będzie, czy taki jest konsensus rynkowy. Jednocześnie kiedy tempo wzrostu zacznie przyrastać nam znacznie powyżej 3% trzeba będzie ograniczać popyt wewnętrzny.

Nie ma dobrej metodologii, która dałaby dobre szacunki potencjalnego PKB. Obecnie najmniej obarczone błędem metodologicznym prognozy potencjalnego tempa wzrostu przynoszą następujące wielkości: ok. 4% BIG Bank Gdański, ok. 3% BRE Bank, NBP pomiędzy 2,6% - 2,8%. Potencjalne tempo wzrostu spadło, nie tylko ze względu na wyczerpywanie się czynników reformistycznych z początku lat 90- tych, ale ze względu na spadającą dynamikę inwestycji. Ta spadająca dynamika inwestycji powoduje, że mamy teraz nie tylko niższe tempo wzrostu, ale że szybciej rosnący popyt wewnętrzny trafi na potencjalne tempo wzrostu w najbliższych latach. Gospodarka sama będzie wychodziła z załamania, jak z każdego cyklu koniunkturalnego, natomiast decyzje dotyczące polityki fiskalnej i zmian systemowych są niezbędne dla zapewnienia właściwego poziomu wzrostu gospodarczego. Choć potencjalnie najkorzystniejszy poziom tego wzrostu waha się w granicach 4% - 5% to oczywiście nie oznacza, że jeśli teraz jest potencjalne tempo wzrostu wynosi ok. 3% , w 2003 r. wyniesie 3% ,a w 2004 r 4% to doprowadzi to do destabilizacji makroekonomicznej, nie należy się tego obawiać, bowiem już teraz można uruchomić czynniki, które podniosą nam oficjalne tempo w 2004 r powyżej i to powinna być najlepsza strategia dla rozwoju gospodarczego.

Wysokość stóp procentowych a tempo wzrostu gospodarczego

Wysokość stóp procentowych była jednym, ale nie najważniejszym czynnikiem ograniczenia tempa wzrostu gospodarczego. Istnieją instrumenty działania, które mogłyby spowodować, żeby stopy oprocentowania od kredytów spadały w ślad za spadkiem stóp podstawowych NBP. Trzeba zwrócić uwagę, że stopy oprocentowania kredytów spadły w ciągu ostatnich 12 miesięcy w tempie spadku stóp procentowych NBP. Zdecydowana większość kontraktów kredytowych dla firm jest oparta na rynku pieniężnym. Stopy rynku pieniężnego nie spadały po październikowej i listopadowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej, prawie cały październik, listopad, grudzień do połowy stycznia były na poziomie znacznie wyższym niż stopa interwencyjna Banku Centralnego. Był to efekt polityki fiskalnej. Operacje otwartego rynku, podtrzymujące krótkookresowe stopy procentowe, wprowadziło Ministerstwo Finansów, które przejęło w ten sposób rolę Banku Centralnego; uzasadnieniem dla tej decyzji było wyjaśnienie, że Ministerstwo Finansów, mając ogromne potrzeby rolowania długu w pierwszym kwartale, bało się, że te emisje nie będą objęte przez inwestorów. W ten sposób chciało sobie zrobić poduszkę płynności, emitowało ogromne ilości papierów wartościowych, podtrzymując stopy procentowe, bo to absorbowało płynność. Mimo, że Rada Polityki Pieniężnej i Narodowy Bank Polski w tych miesiącach, obniżały stopy i nie wykonywały w ogóle operacji otwartego rynku, to stopy procentowe na rynku były bardzo wysokie, bo płynność była ściągana przez rząd. Normalnie rząd emituje papiery dla pokrycia deficytu, wtedy rząd emitował je, a pieniądze wpłacał na lokaty w Narodowym Banku Polskim. To były typowe operacje otwartego rynku, rząd emitował papiery i robił lokaty, które doszły do poziomu 10 mld zł. Z punktu widzenia bojaźni o zarządzanie płynnością pewnie to była dobra decyzja, natomiast trzeba zwrócić uwagę, jakie konsekwencje również na rynku finansowym, ma duży deficyt finansów publicznych, przy którym jest zagrożenie jego funkcjonowania. Z tego powodu WIBOR spadał z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Po tych zmianach stóp procentowych z przełomu października i listopada, marzec, kwiecień były to pierwsze miesiące, kiedy przedsiębiorstwa czuły w swoich wynikach finansowych decyzje z zakresu stóp procentowych z przełomu roku, nawet te z nich, które miały stopy procentowe na WIBOR-rze - czyli w rzeczywistości istnieje dostosowanie po stronie kredytów.

Natomiast to, co bardzo jest negatywne dla sytuacji makroekonomicznej, to jest ogromna różnica między stopami depozytowymi i kredytowymi. Ta różnica jest duża nie tylko w porównaniu do krajów najwyżej rozwiniętych, ale w porównaniu do gospodarki czeskiej i węgierskiej. W tej kwestii Narodowy Bank Polski właściwie nie może nic zrobić, zresztą te działania, jakie podjął zostały bardzo mocno skrytykowane przez rządzącą koalicję.

Rozpiętość między stopami depozytowymi i kredytowymi

Ta ogromna rozpiętość wynika przede wszystkim z ogromnego obciążenia parafiskalnego sektora bankowego w postaci nieoprocentowanych rezerw. Decyzja o nieoprocentowaniu rezerw nie była decyzją NBP, została podjęta na mocy ustawy, ale ma być ona uchylona przy nowelizacji rządowej ponieważ nie wolno oprocentowywać rezerw obowiązkowych. Na początku lat 90 - tych rezerwy były oprocentowane i parlament wpadł na "genialny" pomysł, żeby te dochody szły poza budżetem centralnym i były przeznaczane od razu na restrukturyzację rolnictwa. Później stwierdzono, że jest to mało inteligentne rozwiązanie i trzeba było od tego odejść, jednak ze względu na lobby rolnicze nie udało się tego zrobić, zgodzono się na całkowity brak oprocentowania i narzucono koszt parafiskalny na sektor bankowy.

Drugim czynnikiem warunkującym tą rozpiętość jest obniżenie rezerw obowiązkowych. Narodowy Bank Polski, kierując się interesem finansów publicznych, oprocentował papiery wartościowe, które zaabsorbowały płynność z tej obniżki czyli ponad 12 mld zł na poziomie inflacji poniżej stopy rynkowej. Od początku roku dla 60% tych obligacji oprocentowanie zostało podniesione do poziomu rynkowego co oznaczało koszt ok. 600 mln zł. Jedyne, co w obecnej sytuacji może zrobić NBP to pozostałe 40%, czyli ok. 5 mld zł z tego portfela oprocentować na poziome rynkowym.

Trzecim czynnikiem warunkującym rozpiętość między stopami depozytowymi i kredytowymi jest struktura polskiego sektora bankowego. Trzeba zwrócić uwagę, że największy bank sieciowy to: po pierwsze, bank państwowy, po drugie w nim jest skumulowana zdecydowanie większa część nadpłynności sektora bankowego. (Nadpłynność sektora bankowego oznacza, że dynamika pasywów znacznie przekraczająca dynamikę optymalnej struktury aktywów) a po trzecie, PKO BP nie widzi powodu do szukania klientów kredytowych i lokuje tę nadwyżkę płynności w Narodowym Banku Polskim, bo tu ma bardzo wysokie stopy procentowe. W rezultacie kształtuje się taka sytuacja, która zniechęca depozyty polityką stóp procentowych.

Oszczędności

Czasem w Polsce słyszy się pytanie czy nasze oszczędności są bezpieczne, czy będziemy mogli na nich zarabiać? Według wielu ekspertów twierdzi, że zarabiać będziemy mogli coraz mniej, natomiast są one bezpieczne; wedle wszystkich ocen polski system finansowy jest stabilny, a stabilność sektora bankowego jest m.in. zasługą procesu prywatyzacji. Kwestia dochodów z nich jest złożona. Chcemy mieć niskie oprocentowanie kredytów, zapominając o tym, że niska podaż oszczędności jest piętą Achillesową polskiej gospodarki. Warunkiem dużej dynamiki inwestycji i wzrostu gospodarczego jest wysoki poziom oszczędności - można je uzyskać albo poprzez spadek deficytu finansów publicznych, albo z oszczędności sektora bankowego. Przy niskim poziomie dochodów, jesteśmy skazani na wysokie stopy procentowe. Istnieje prawo naturalnej stopy procentowej: stopa realna, długookresowa stopa procentowa równowagi, jest tym większa, im niższy jest PKB na mieszkańca, co jest związane z niższą skłonnością do oszczędzania, wyższą produktywnością kapitału, napływem inwestycji.

Teraz Polska znajduje się w tej dobrej sytuacji, że zwrot z naszych oszczędności dopóki nie wejdziemy do Wspólnego Obszaru Walutowego będzie większy niż wtedy, kiedy tam wejdziemy, gdyż wtedy: stopa procentowa nominalna i realna czyli zwrot naszych oszczędności będzie poniżej tego, który jest właściwy z punktu widzenia równowagi makroekonomicznej i będziemy mieli nierównowagę przejawiającą się w wyższym poziomie inflacji w Polsce niż w krajach unijnych i wyższy poziom deficytu w poziomie obrotów bieżących niż w innych krajach i zwrot dzięki temu będzie wyższy.

Powody wysokiego kursu złotego

Warto zwrócić uwagę na długookresowe czynniki kształtowania się kursu złotego.

Po pierwsze, dynamika produkcyjności w Polsce jest znacznie wyższa niż w krajach UE, tzw. efekt Samuelsona Balas-y, który się przejawia w aprecjacji realnej przy zmniejszeniu się różnicy w poziomie inflacji (mamy inflację o 0,5% wyższą niż w UE) musi się przejawiać w aprecjacji nominalnej. - aby nadgonić w produkcyjności (czyli mieć side effect czyli aprecjacje nominalną) potrzeba paru lat.

Po drugie, malejące ryzyko w ostatnich kilkunastu miesiącach z poprawy równowagi makroekonimicznej, deficyt w obrotach bieżących i inflacja, a w długim okresie spadające ryzyko związane z integracją z UE, a w przyszłości w Unią Monetarną to kolejny czynnik oddziaływania na najbliższe lata.

Trzeci czynnik: struktura polityki makroekonomicznej i zły polisy mix, który wynika ze złej kombinacji polityki fiskalnej i pieniężnej. Należy pamiętać, że w tej złej kombinacji czynnikiem, który jest pierwszy do poprawy to jest polityka fiskalna, (bo polityka pieniężna reaguje bardzo szybko), tam mamy usztywnienia strukturalne, które powodują, że proces dostosowania się polityki fiskalnej jest bardziej długookresowy i trudniejszy. Polityka makroekonomiczna może uchylić ten trzeci czynnik, aprecjacyjny i spowodować, żeby przez zmiany strukturalne w gospodarce zmniejszyć koszt tej aprecjacji poprzez przyspieszenie produktywności.

Bardzo istotna jest troska o politykę fiskalną i przyspieszenie zmian strukturalnych, bo choć może nie rozwiąże to problemu aprecjacji, to inwestorzy zagraniczni będą zadowoleni. Pewne jest, że w Polsce będącej na drodze do Unii Monetarnej, proces konwergencji nominalnej, czyli dostosowywanie się inflacji, stóp procentowych, również przez nominalną aprecjację będzie wyprzedzał proces konwergencji realnej. Dlatego tak ważne jest wejście Polski do Unii Monetarnej, gdyż wtedy ustanie proces konwergencji nominalnej

Waldemar Kuczyński

Prof. Michał Kalewski, jeden z największych polskich ekonomistów II połowy XX wieku mówił, że ekonomia to przede wszystkim pragmatyka i niewiele prawd w ekonomii to prawdy, które są raz na zawsze danymi dla każdej sytuacji. Ekonomia jest sztuką, a o tym, jak bardzo zawodne są modele przekonali się wszyscy analitycy w roku 2001, który był kompletnym Waterloo dla wszystkich modeli i dla wszystkich analityków (wystarczy porównać prognozy z grudnia 2000 r. robione na rok 2001 z tym, jak pobiegły procesy gospodarcze).

Wzrost realnej stopy procentowej i aprecjacja waluty krajowej są zawsze hamulcem wzrostu gospodarczego, co nie znaczy, że nie mogą być one w pewnych sytuacjach wciśnięte. Ten hamulec w postaci wzrostu stopy procentowej powinien być wciśnięty także ze względu na sytuację na rachunku obrotów bieżących, która pogarszała. się dosyć dramatycznie. Przy jego zastosowaniu kierowano się podskoczeniem inflacji, które w dużej części było skutkiem tkz "szoków chwilowych"; jednak został on wciśnięty za mocno, a następnie był obniżany poprzez nadmierną liczbę za małych obniżek.

Można spotkać się z opinią, że nie był potrzebny tak gwałtowny spadek inflacji, który nastąpił, ani nawet tak gwałtowna poprawa na rachunku obrotów bieżących. Wszystko w ekonomii, każda wartość makroekonomiczna może być dobrem i może być złem. Nawet nadmierny wzrost gospodarczy może być złem podobnie jak nadmierny spadek inflacji.

Można postawić pytanie, czy Rada Polityki Pieniężnej nie działa w niektórych przypadkach, jak taki inżynieryjny mechanizm zwany "zapadką" tzn: każdy krok do przodu jest dobry, ale w tył nie można się już cofnąć i na tej zasadzie uważa, że każde zwiększenie inflacji, oznacza alarm i w żadnym razie nie można do tego dopuścić.

W odniesieniu do spadku dynamiki gospodarczej warto zauważyć, że jest rzeczą oczywistą, że poluzowanie polityki pieniężnej, które powinno nastąpić w większym stopniu niż nastąpiło, nie byłoby żadnym panaceum, a tym bardziej nie może to być traktowane jako jedyne panaceum; to był czynnik, który niepotrzebnie obniżył tempo wzrostu gospodarki polskiej.

Przez parę lat mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem tkz "złudzenia transformacyjnego" tj. przekonania, ze stopień przestawienia gospodarki polskiej na warunki rynkowe jest większy niż był on faktycznie, wiele osób uwierzyło w Polskę, jako "tygrysa nad Wisłą". Rzeczywistość wyglądała nieco inaczej: w 1989 r. kiedy zawala się system komunistyczny, upada system gospodarczy, który modelował gospodarkę przez prawie pół wieku; powstaje nowa rzeczywistość, w którą wchodzi ta gospodarka ukształtowana przez zupełnie nowe warunki. W roku 1992 po pewnym okresie załamania wzrost gospodarczy wraca do 6% - 7%. Jednak jest niemożliwe, by to wysokie tempo wzrostu w tak szybkim czasie mogło być przywrócone własnymi siłami tej gospodarki - to by przeczyło prawom boskim, które nie pozwalają rzeczywistości ekonomicznej przebudować się tak głęboko w tak krótkim czasie.

Istotną rolę odegrały dopalacze wzrostu gospodarczego:

Po pierwsze, były pustynie rynkowe odziedziczone po PRL-u na które wejście było niezmiernie łatwe, stąd była możliwa ta eksplozja małych przedsiębiorstw ponieważ one wchodziły w pustynię, w tą niszę. I ten proces uległ spowolnieniu nie tyle przez wzrost barier biurokratycznych, choć i one były przeszkodą, ale przez to, że te nisze zostały zagospodarowane i potem wejście nie było już takie proste; a kolejne parlamenty i rządy przykładały rękę do tego, by ograniczać swobodę gospodarczą.

Drugi czynnik był taki, że przez pierwszą połowę lat 90 - tych działała na rzecz polskiej gospodarki asymetria związana z traktatem o stowarzyszeniu; z czym był związany fakt, że Unia Europejska szybciej otwierała swój rynek na artykuły przemysłowe niż my nasz na towary unijne - w drugiej połowie lat 90 - tych sytuacja się odwróciła i osłona polskiego rynku spadała bardzo szybko, a Unii Europejskiej znacznie wolniej.

Kolejny czynnik, który odegrał istotne znaczenie to różnica cen pomiędzy Polską a sąsiadami, która spowodowała, że w połowie lat 90- tych eksplodował handel przygraniczny, który był czynnikiem nakręcającym koniunkturę, ale niestety też tylko chwilowym.

Inny czynnik, o którym warto wspomnieć to polityka rosyjska, niekorzystna dla samej Rosji, mianowicie próba zbyt gwałtownego i brutalnego zduszenia inflacji przez usztywnienie kursu rubla, co uczyniło z Rosji gigantyczny odkurzacz, który ściągał z całej Europy, również z Polski ogromną ilość towarów, w tym bubli - ta patologiczna polityka rządu rosyjskiego wywołała fantastyczną koniunkturę, z której żył cały wschód Polski oraz Stadion Dziesięciolecia - to runęło i doprowadziło do obcięcia kolejnego źródła tej wysokiej koniunktury.

Wszystkie te czynniki, być może były jeszcze inne związane z polityką gospodarczą, ujawniły się w całej pełni około połowy lat 90 -tych. I to, co my interpretowaliśmy jako spowolnienie gospodarcze wskutek kryzysu rosyjskiego zawierało w sobie taki dość powszechny błąd, który odkrył jeden z filozofów w stwierdzeniu "po" to niekoniecznie znaczy "z powodu", tj: jak dwóch idzie obok siebie, to nie znaczy, że idą razem.

Tempo wzrostu gospodarki polskiej z lat 1993 - 1997, które zrobiło z nas taką efemerydę w postaci chwilowego tygrysa, jak z Alicji w Krainie Czarów (chwilowy tygrys w środku Europy), to tempo zaczęło się obniżać w kierunku tempa bardziej odpowiadającego rzeczywistym możliwościom długofalowym gospodarki i stopniowi jej dostosowania do rynku i do rosnącej konkurencji. Wydaje mi się, że powrotu do tej Arkadii, o której mówi Leszek Miller, nie ma, będzie z tego powodu wielkie rozczarowanie, którego symptomy da się już zaobserwować, ta konfrontacja: pragnienia powrotu do Arkadii z przeszkodami, które się pojawiły, zrodziła zapotrzebowanie na "złego ducha" , który przeszkadza (tym złym duchem stała się Rada Polityki Pieniężnej).

Bogusław Grabowski

Strategia inflacyjna i wysokość stóp procentowych

Można zakwestionować tezę, że "lepiej byłoby szybciej i skokami"; we wszystkich krajach, które dokonywały permanentnego procesu obniżania inflacji, oczekiwania inflacyjne spadały wolniej niż inflacja, bo one są inercyjne - jak inflacja spadnie z 10% - 3% w przeciągu pół roku, to nie znaczy, że wszyscy uczestnicy życia gospodarczego się przyzwyczaili, że jest już inflacja 3% i tak już będzie, oczekiwania spadają o wiele wolniej; ceny tj jak opłaty za mieszkanie i energię elektryczną to są te ceny, które najczęściej są obserwowane przez gospodarstwa domowe to jak emerytom powie się, że inflacja jest 3%, to każdy puka w czoło i mówi "to zobaczcie, jak drożeją lekarstwa czy usługi medyczne" - jego przekonanie o inflacji kieruje jego decyzjami w zakresie oszczędności, zaciągania kredytu, wyliczenia GUS- u nie mają specjalnego znaczenia. I wszędzie, jak się patrzy na stopy realne, to te stopy rosły w momencie kiedy spadała inflacja, to jest wzrost przejściowy, właśnie po to, by te stopy realne mogły być niższe na trwałe po tym okresie.

Strategia wolno i w odstępach, może oznaczać, że jak Rada Polityki Pieniężnej na trwałe obniży inflację i stopy procentowe, to wszyscy powiedzą " a nie mówiłem, obniżyliście i nic się nie stało" i pojawią się głosy, że obniżka inflacji odbyła się zbyt dużym kosztem.

Czy ten hamulec wciśnięto za mocno? - może jest w tym twierdzeniu dużo prawdy, ale to jest jak oskarżanie strażaka, że do zgaszeniu pożaru zużył za dużo wody; może hamulec za mocno był wciśnięty.

Może w sierpniu 2000 roku, kiedy inflacja osiągnęła ok. 11%, może nie trzeba było podnosić stopy o półtora punktu procentowe; ale celem podwyżki było zapobieżenie sytuacji by nie doszło do wtórnych efektów tego gwałtownego przyspieszenia cen paliw i żywności. Warto sobie przypomnieć, że 30 sierpnia, i jeszcze w połowie października cena ropy wynosiła 38$ za baryłkę, a po trzech miesiącach spadła do 23$, ale kto mógł zagwarantować taki spadek ceny, istniała możliwość, że cena utrzyma się na poziomie 38$, a wtedy inflacja by tak gwałtownie nie spadała i wystąpiłyby silne efekty wtórne.

W tej dyskusji będą wyciągane argumenty ex post. Teraz nie wiadomo, jak w tym roku będą reagowały inwestycje i cała gospodarka na takie spowolnienie popytu, kto wie, jak zareaguje gospodarka na takie gwałtowne spadki nominalnych stóp procentowych, jak zareagują oszczędzający na to, że z jednej strony tak spadają stopy procentowe i są opodatkowane, ale z drugiej strony szybciej rośnie bezrobocie. Natomiast Bank Centralny nie jest od tego, by ryzykować, a nuż uda się zminimalizować koszt, bo jak się nie uda to koszt będzie nieporównywalnie wyższy.

Ciekawa jest kwestia mechanizmu kursowego +- 15%; złoty, chyba poza kilkoma dniami, nigdy nie wyszedł z tego przedziału wahań +- 15%, można zadać pytanie, po co go wobec tego zniesiono. Odpowiedz jest prosta, bo jak go nie ma, jest większe ryzyko depracjacyjne; nie ma argumentu, który by pokazywał, że gdyby on był to byłaby mniejsza aprecjacja. Natomiast to, że go nie ma, a jest perspektywa większej depracjacji najprawdopodobniej teraz inwestorzy nic by sobie z tej presji nie robili, bo oni wierzą w trwałą aprecjację, ale w maju 2000 roku, kiedy deficyt w obrotach bieżących był 8,3%, to miało dla nich znaczenie, że te wahania kursu przez to, że jest możliwość spadku bardzo w dół byłaby ograniczona; bez widełek ryzyko kursowe jest większe a nie mniejsze.

DYSKUSJA O RADZIE POLITYKI PIENIĘŻNEJ I NBP

Waldemar Kuczyński

Trzeba rozróżnić kilka rzeczy.

Po pierwsze trzeba rozróżnić problem niezależności Banku Centralnego od problemu Rady Polityki Pieniężnej; to są dwa odrębne problemy, które się ze sobą splatają. Rada Polityki Pieniężnej nie powstała z żadnej merytorycznej potrzeby związanej z prowadzeniem polityki pieniężnej; Rada Polityki Pieniężnej powstała jako organ konstytucyjny w wyniku kompromisu politycznego, którego rolą miało być doprowadzenie do tego, że z jednej strony zwiększono niezależność Banku Centralnego od rządu, ale z drugiej strony siły polityczne chciały sobie zachować jakiś kanał wpływu przez stworzenie ciała, którego skład jest proponowany przez różne siły polityczne. Moim zdaniem, jest to ciała zbędne a nawet więcej może być szkodliwe, dlatego że ono rozwadnia odpowiedzialność za politykę pieniężną. (Poprzednio za politykę pieniężną odpowiadał prezes NBP, urzędnik publiczny, które po pierwsze mógł być pociągnięty do odpowiedzialności przez prokuratora, a po drugie, postawiony przed Trybunałem Stanu, bo decyzje on podejmował - sytuacja była klarowna). W tej chwili sytuacja zupełnie nie jest klarowna; bowiem do żadnej tego typu odpowiedzialności nie można pociągnąć ciała, jakim jest Rada Polityki Pieniężnej; jest to ciało nie podlegające tego typu odpowiedzialności, więc jej istnienie rozwadnia odpowiedzialność samego Prezesa NBP, bo decyzje, które zapadają, to nie są jego decyzje i on nie może być za nie pociągnięty do odpowiedzialności. Można spotkać się z opinią, że powinien być przywrócony poprzedni stan rzeczy, gdy za politykę pieniężną odpowiadał prezes NBP, a Rada Polityki Pieniężnej może występować w roli organu doradczego, nie powinna być ona organem konstytucyjnym.

Bogusław Grabowski

Nieprawdziwa jest teza, że lepsze jest jednoosobowe kierownictwo polityką pieniężną niż kolegialne, to jest głos odosobniony w tendencjach na świecie; nie ma krajów wysoko rozwiniętych z jednoosobowym kierownictwem, wszędzie proces zmian instytucjonalnych doprowadził do kierownictwa kolektywnego. Przejście do kierownictwa kolektywnego wynikało z dwóch powodów: po pierwsze: mniejsze prawdopodobieństwo błędu, po drugie: większa odporność na presję polityczną.

Jeśli chodzi o skład Rady Polityki Pieniężnej to zmiana powinna polegać na tym, że w jej skład winno wchodzić o trzech członków mniej, a zamiast nich, powinni wejść stali przedstawiciele NBP czyli wiceprezesi, tak jak jest to w Europejskim Banku Centralnym, gdzie jest silniej reprezentowana kadra zarządzająca EBC. Najbardziej optymalna liczba członków Rady zapewniająca decyzyjność to dziesięć (czyli 9 wybieralnych plus prezes, tylko zamiast po 3 niech po 2 wybiera każdy organ i 3 wiceprezesów NBP ) i druga rzecz nie może być tak (jak jest planowane), że za pół roku cała Rada Polityki Pieniężnej się zmieni, prezes NBP nie będzie nic znaczył, będzie miał jeden z dziesięciu głosów, wtedy się okaże, jak będą reagowały rynki - na te kraje, tej części świata nie patrzy się jeszcze przez instytucje, tylko przez nazwiska - na Rosję patrzy się przez Puttina, a nie przez sprawność mechanizmu demokratycznego i jego instytucji.

 

 © Fundacja "Klub Obywatelski". Wszystkie prawa zastrzeżone.